Monika Kotzian: udowodniłam, że mogę pokonać dziewczyny z Chin!

W tym sezonie doświadczyłam bardzo pozytywnego wsparcia oraz owocnej współpracy z wieloma osobami, tym bardziej cieszę się z wyniku, który nie jest moim indywidualnym osiągnięciem – mówi Monika Kotzian, mistrzyni świata w parasnowboardzie!

Złoty medal Moniki Kotzian (Start Katowice) i dobre wyniki Wojciecha Taraby (Start Bielsko-Biała), tak w skrócie można byłoby podsumować mistrzostwa świata w parasnowboardzie w Pyha z perspektywy dwójki reprezentantów Polski, startującej pod opieką trenerki kadry narodowej Małgorzaty Kelm.  Rywalizacja Moniki Kotzian z Chinkami: Qiaorong Pang i Jiangli Lu zakończyła się dla zawodniczki Startu Katowice pięknym triumfem i dużym osiągnięciem, więc siłą rzeczy powracamy jeszcze do tych wydarzeń. Zaglądamy za kulisy, a także przedstawiamy bliżej mistrzynię świata w snowboardcrossie!

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez World Para Snowboard (@parasnowboard)

Monika Kotzian. Fot. Jani Kärppä / Kota Collective


Czy jadąc na mistrzostwa świata przypuszczałaś, że będą one dla Ciebie tak piękne a nagrodą będzie Mazurek Dąbrowskiego za triumf w snowboardcrossie?

Przed mistrzostwami bardzo studziłam entuzjazm, myśląc raczej o tym żeby bezpiecznie i w dobrym stylu przejechać każdy wyścig. Ten sezon był moim debiutem w snowboardcrossie, więc z wyjazdu na wyjazd starałam się czerpać ile tylko mogłam i uczyć się od innych. Zwieńczeniem tej nauki miały być mistrzostwa świata na największym i najtrudniejszym torze w sezonie (po wypadkach kilku dobrych zawodników tor został przebudowany). Jadąc na te zawody nie byłam faworytką, ale starałam się o tym nie myśleć. Bardziej skupiałam się na kolejnych korzyściach – cennych doświadczeniach z jazdy po torze i rywalizacji. W tym sezonie doświadczyłam bardzo pozytywnego wsparcia oraz owocnej współpracy z wieloma osobami tym bardziej cieszę się z wyniku, który nie jest moim indywidualnym osiągnięciem. Niesamowitym  zrządzeniem losu była spontaniczna propozycja dystrybutora sprzętu snowboardowego, który  kilka dni przed zawodami pożyczył mi zestaw wiązań i butów na testy. Sprzęt  okazał się strzałem w dziesiątkę i mogłam w nim wystartować. Szczerze mówiąc, nie myślałam zbyt wiele o podziale medali. Owszem moim celem była rywalizacja z dziewczynami, ale wspólnie miałyśmy i dalej mamy większy cel – zwrócenie uwagi na to, że jest nas coraz więcej i rośnie zainteresowanie naszą kategorią dotyczącą dysfunkcji kończyn górnych. Pozostałe kategorie były już obecne na igrzyskach paraolimpijskich w Pjongczangu, a zawodnicy ścigają się od wielu lat. Jak na kategorię, która dopiero debiutuje na imprezie o takiej randzie, to zaprezentowałyśmy wysoki poziom jazdy, co stanowi dobry prognostyk na przyszłość. Dziewczyny z Chin to świetne zawodniczki, perfekcyjnie jeżdżą w bandach na twardych deskach i z pewnością w przyszłych sezonach możemy spodziewać się ostrej rywalizacji.

Debiutowałaś na mistrzostwach świata a zarazem zostałaś pierwszą mistrzynią świata w tej kategorii. Czy to jest dla Ciebie zastrzyk energii na następne lata, że w debiucie wypadłaś tak dobrze i twoje możliwości rokują na przyszłość?

Całe zawody to zastrzyk bardzo pozytywnej energii, jednak co pokażą kolejne sezony to pieśń przyszłości. Starty były dobre, ale nieidealne. W każdym wyścigu popełniłam kilka błędów nad którymi muszę popracować.  Niesamowity był dla mnie finisz w wyścigu finałowym, kiedy dotarło do mnie, że zwyciężyłam i udowodniłam, że mogę pokonać dziewczyny z Chin. To dla mnie najbardziej pozytywna informacja z tych zawodów  i sygnał dla reszty rywalek, że można dogonić Chinki i zacząć prawdziwe ściganie.  Nie wszystko można przewidzieć, a entuzjazm i dobre chęci często nie wystarczają, żeby mieć udany sezon. Obie konkurencje: snowboardcross i banked slalom, wymagają treningu i praktyki innej niż tylko jazda na stoku. Snowboardcross łączy w sobie wiele umiejętności: mamy tutaj wyjście z bramki, przejazd przez sekcję startową, skoki, bandy, jazdę po rolerach, które potrafią mocno rozpędzić deskę. Wszystkie elementy bardzo ciężko połączyć, jeśli jeździ się tylko po zwykłym stoku, a nie ma spokojnej praktyki i treningu. Gdy nie ma czasu na naukę na własnych błędach na torze lub ćwicząc poszczególne elementy toru, to nie ma mowy o spokojnej głowie na starcie podczas zawodów. Sama w tym sezonie kilkukrotnie doświadczyłam bieganiny myśli, którą w sytuacji stresowej bardzo ciężko uspokoić. Tylko ze spokojną głową i świadomością własnych umiejętności można wycisnąć z siebie jak najwięcej.

Jakie są  podobieństwa bądź różnice w podejściu do treningu parasnowboardu i parawioślarstwa? Pytam, ponieważ przed laty uprawiałaś drugi ze sportów.

Każdy sport ma ze sobą coś wspólnego. Ciężka praca przekłada się na wyniki. Oba sporty są rewelacyjne i szybko się w nich zakochałam, ponieważ część właściwą treningu spędza się głównie na łonie natury w niesamowitych miejscach.  Parawioślarstwo to bardzo wymagający sport, szczególnie dla osób z amputacjami. Wiosłowałam w czwórce z osobami o różnych dysfunkcjach. Łódź wioślarska nie znosi asymetrii, jeśli mogę tak powiedzieć. Każdy ruch, zachwianie, najmniejsza utrata równowagi, zbyt  słaby lub zbyt mocny ruch wiosła jest odczuwany na całej łódce oraz dla każdego partnera. Wiele zależy od precyzji rąk pracujących wiosłem, gdyż dąży się do perfekcyjnego wyczucia własnego ciała oraz przewidywania ruchu partnerów. Trzeba być cały czas skupionym i czuć co się dzieje wokół, bo wzrok jest tak naprawdę zbyt wolnym narządem zmysłu. Parawioślarstwo, to jeden z bardziej wymagających sportów, jakie trenowałam. Trzeba łączyć w nim siłę, wydolność organizmu, równowagę, a jeden mały błąd może doprowadzić do ogromnych strat czasowych podczas wyścigu. Natomiast parasnowboard to sport indywidualny dający dużą swobodę i wolność jazdy po stoku czy w puchu. Jazda w torze oczywiście zmusza nas do obrania najszybszej linii. Przy dużych prędkościach najmniejszy błąd może zakończyć się wypadnięciem z trasy, co może skutkować nie ukończeniem wyścigu i kontuzją. Pomimo stereotypu, że w snowboardzie pracują tylko nogi, muszę powiedzieć, że przy jeździe sportowej pracuje całe ciało. Po wykonaniu ćwiczeń na treningu pojawiają się zmęczenie w rękach, szyi czy plecach. Ciało inaczej układa się przy każdej fazie skrętu, inaczej w każdej fazie skoku, a jeszcze inaczej przy jeździe po rolerach itd.

Od którego roku życia sport obecny jest w Twoim życiu?

To już zależy jaka definicja kryje się pod słowem sport. Od dziecka jestem trochę uzależniona od różnych aktywności sportowych. W dalszym ciągu ekscytuję się nowymi sportami, których jeszcze nie próbowałam. Odkąd zaczęłam chodzić do szkoły podstawowej uczestniczyłam w zawodach z różnych dyscyplin, od gier zespołowych po sporty indywidualne.

Zobacz profil Parasnowboard Poland na Facebooku!