Kinga Dróżdż zdobyła trzecie z rzędu mistrzostwo Europy w szabli kat. A, a Radosław Fic dołożył brąz w swoim debiucie na mistrzostwach Europy we florecie kat. C. Po przedostatnim dniu mistrzostw Europy w paraszermierce, które odbywają się w Cardiff, Polska ma już siedem medali.
Kinga Dróżdż jak burza przeszła przez turniej szabli kobiet kat. A. Pokonała kolejno: 15:1 Niemkę Leonie Robinson, 15:6 Francuzkę Clémence Delavoipière, 15:5 Węgierkę Annę Nadasdy, a w finale 15:3 jej koleżankę z kadry, Évę Andreę Hajmási. W walce o złoty medal ani przez chwilę nie było wątpliwości, kto jest lepszy. Nasza zawodniczka szybko zdobyła pięć punktów, Węgierka odpowiedziała zaledwie jednym trafieniem, jednak trzy kolejne należały do Polki i zrobiło się 8:1. Po krótkiej przerwie sytuacja nie uległa zmianie i skończyło się na szybkim 15:3.
– Wyniki chyba nie oddają tego, co się działo na planszy – podkreśliła Kinga Dróżdż. – Pierwsza walka była, że tak powiem, trochę rozgrzewkowa, natomiast już pojedynek o czołową czwórkę kosztował mnie sporo fizycznego wysiłku. Półfinał i finał były bardziej taktyczne. Byłam dobrze przygotowana, ale obie walki nie należały do najłatwiejszych. Cieszy mnie to, że zrobiłam bardzo dobre walki z dobrymi zawodniczkami.
Złoto w Cardiff to dla Kingi Dróżdż trzeci z rzędu tytuł mistrzyni Europy w szabli indywidualnie.
– To niezwykłe osiągnięcie – zaznaczyła. – Przyjechałam tutaj po złoto. Oczywiście, presja związana z tym występem była duża, ale poradziliśmy sobie z tym i nie dość, że mam trzeci z rzędu tytuł mistrzyni Europy, to jeszcze trzeci złoty medal wywalczony tutaj, w Cardiff. A jeszcze jeden start przed nami, więc liczę na więcej.
Wcześniej zdobyła dwa złota – w drużynie szpadzistek i w turnieju miksta w szabli. Ostatniego dnia, w niedzielę, będzie zaś filarem drużyny szablistek. Istnieją więc uzasadnione obawy, czy w razie czego pomieści te wszystkie medale w walizce.
– Z medalami jest jak ze słodyczami, zawsze się znajdzie na nie miejsce, więc jak najbardziej przyjmę i czwarty medal z Cardiff – mówiła nasza zawodniczka z uśmiechem.

Dla żony, dla dzieci
O ile Kinga Dróżdż to stała bywalczyni podiów najważniejszych międzynarodowych zawodów, o tyle Radosław Fic po raz pierwszy doświadczył tej radości na mistrzostwach Europy. Zdobył brąz w turnieju floretu mężczyzn kat. C.
– Trudno jest mi zebrać myśli, to do mnie na pewno nie dociera – mówił wzruszony. – Chyba potrzebuję, żeby ktoś mnie uszczypnął albo muszę odejść na chwilę na bok, przemyśleć to wszystko, bo naprawdę nie wierzę, że to się wydarzyło.
Kluczem do medalu były dwa zwycięstwa w grupie – z Serhijem Szawkunem z Ukrainy i Kanstantsinem Kavaliou z Izraela. Dzięki temu Polak do fazy pucharowej awansował z drugim wynikiem i dopiero w półfinale zmierzył się ponownie z Szawkunem. Tym razem Ukrainiec wygrał 15:5, co oznaczało brązowy medal dla naszego reprezentanta.
– Oczywiście, chciałbym więcej – przyznał Radosław Fic. – Z kolegą, z którym walczyłem o finał, w grupie wygrałem. Tu decydują pewne niuanse, detale. Tam byliśmy na troszkę większej odległości i ta odległość mi pasowała. Dużo moich ataków nie była na pierwsze tempo, raczej na odejściu i liczyłem na przecięcia, ponowienia. Wtedy to grało. Tutaj niestety kolega mnie zbliżył, ja tego nie dopilnowałem i czegoś zabrakło. Nie umiałem się na tej krótkiej odległości odnaleźć. Na pewno mam dużo materiału do analizy i poprawy.
Choć jest już po czterdziestce, jego przygoda z paraszermierką zaczęła się zaledwie 5 lat temu.
– Od stosunkowo niedawna poruszam się na wózku, miałem wypadek w 2020 roku, dokładnie 11 września – opowiadał. – Intensywna rehabilitacja w domu nie przynosiła takich skutków, na jakie liczyłem. Nie ukrywam, że było mi bardzo ciężko, wtedy jednak jakimiś swoimi kanałami dotarł do mnie trener Grzegorz Pluta.
Mistrz paralimpijski z Londynu w 2012 r., a dziś trener i propagator paraszermierki, nie wypuścił już swojego nowego odkrycia z rąk. A dziś mógł swojemu wychowankowi gratulować pierwszego w karierze medalu mistrzostw Europy.
– Mam nadzieję, że to tylko początek, że to mnie nakręci – mówił Radosław Fic. – Natomiast ten brąz to głównie zasługa trenerów: Grzegorza, który mnie wciągnął, Stefana Makowskiego, Michała Morysa, który przyjął mnie w kadrze otwarcie, z uśmiechem, zaopiekował się mną jak własny ojciec, i wielu innych.
Nasz reprezentant podkreślił, że ten medal to także ciężka praca jego żony Anny, jej ogromne poświęcenie, gdy on wyjeżdża na zgrupowania, a ona zostaje z trójką dzieci i z całym domem na głowie.
– Wiem, że dzieci też tęsknią – podkreślił. – Dzisiaj przed walką odsłuchałem wiadomość od córki, która niemal śpiewała: „Kocham cię, tato, chcę, żebyś już wrócił”. Pewnie nie powinienem był tego robić, bo może mnie to jakoś zdekoncentrowało. Głowa uciekła mi do domu, wróciły fajne momenty, w tym ten, gdy po wypadku wróciłem do domu, a żona schowała mnie jak jakąś Kinder Niespodziankę w pokoju, bo nie wiedziała, jak dzieci zareagują, ja sam się troszkę bałem tego pierwszego kontaktu z nimi. Ale one przyszły, przykleiły się do mnie i przez 15-20 minut tylko się do siebie tuliliśmy w ciszy. Takie obrazy mi dziś towarzyszyły, gdy siadałem do walki o finał.

Mieszane uczucia
W sobotę bardzo blisko strefy medalowej były też w szabli kobiet kat. B Karolina Strawińska i Sara Rogowska. Jednak w ćwierćfinale pierwsza z nich zanotowała porażkę z Włoszką Sofią Brunati 12:15 i zakończyła na piątym miejscu, a druga nieznacznie – 14:15 – przegrała z Gruzinką Irmą Checuriani i sklasyfikowana została na siódmej pozycji.
– To są zawsze mieszane uczucia, kiedy się przegrywa jednym punktem walkę o medal, bo z jednej strony wiem, że zrobiłam naprawdę bardzo dużo, walczyłam lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, ale z drugiej jest ten niedosyt i tego się już nie zmieni – mówiła Sara Rogowska. – Myślę, że przez ostatni rok zrobiłam ogromny progres. Jeszcze rok temu, gdy walczyłyśmy z Irmą na zawodach pucharu świata w Indonezji, wynik był zdecydowanie na jej korzyść, to było 15:5, teraz walczyłyśmy jak równa z równą i ja wiem, że za rok może być jeszcze lepiej.
Dwunaste miejsce zajęła Jadwiga Pacek, która w fazie grupowej wygrała dwa na pięć pojedynków, a potem już w 1/8 finału przegrała 11:15 z reprezentującą Włochy Julią Anną Markowską.
– Pierwszą walkę grupową wygrałam z trudną zawodniczką i może za bardzo mnie to pobudziło, bo potem niestety dwie z walk, które powinnam była wygrać, przegrałam – opowiadała Jadwiga Pacek. – Skończyło się tak, że po grupie nie byłam najlepiej rozstawiona. W walce z Markowską miałam bardzo kiepski początek. Robiłam spóźnione akcje, które nie dawały mi punktów. Do przerwy było 8:2 dla przeciwniczki i dopiero w przerwie coś mi w głowie przeskoczyło i drugą połowę wygrałam 9:7. Niestety, to nie wystarczyło, żeby wygrać całą walkę. Bardzo żałuję, że od początku nie walczyłam tak, jak w drugiej połowie, bo widzę, że jestem w stanie z tą zawodniczką zawalczyć. Mam nadzieję, że wyciągnę z tego wnioski.
Na wysokim szóstym miejscu uplasował się Rafał Pikoluk we florecie mężczyzn kat. B. Wygrał wszystkie cztery pojedynki w grupie, a w 1/8 finału pokonał 15:5 Francuza Yohana Petera. Niestety, w ćwierćfinale nieznacznie (15:14) lepszy był Oleg Naumienko z Ukrainy i Pikoluk musiał się zadowolić szóstym miejscem. W tej samej konkurencji ze względów zdrowotnych wycofał się Adam Jabłoński.
– Myślę, że decydującym momentem w grupie są te pierwsze walki, które dają takiego „kopa” do przodu i napędzają na następne pojedynki – mówił Rafał Pikoluk. – Drabinka się dosyć dobrze ułożyła, bo wpadłem na tego zawodnika, z którym odpadłem w szpadzie, więc miałem rachunki do wyrównania. Floret jest moją mocną stroną, więc spiąłem się na tę walkę dość mocno, chcąc mu pokazać, że jestem silniejszy. W następnym pojedynku walczyłem z zawodnikiem dużo lepszym, ze światowej czołówki. Na pewno jest bardziej doświadczony, ale nie chciałem tanio skóry sprzedać. Miałem dobry dzień, ale zabrakło jednego trafienia, bo przez całą walkę goniłem, a wynik był na styku. Przy wyniku 14:14 on zdobył decydujące trafienie i na pewno szkoda tej walki.
Na ósmym miejscu zakończył konkurencję floretu kat. A Michał Nalewajek, 17. był Norbert Całka, a 21. Bartłomiej Balsam. Natomiast obok Kingi Dróżdż w szabli kat. A startowała też Marta Fidrych, która zajęła ostatecznie dziewiątą pozycję.
Po przedostatnim dniu reprezentacja Polski wciąż zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej mistrzostw Europy w Cardiff z trzema złotymi medalami, trzema srebrnymi i jednym brązowym. Prowadzą Włochy (6-2-5) przed Ukrainą (4-4-6). Na niedzielę zaplanowano turnieje drużynowe kobiet i mężczyzn w szabli i we florecie.