Serce światowej lekkiej atletyki biło w niedzielę w Chorzowie. 23 sierpnia 2026 r. odbywał się tam Memoriał Kamili Skolimowskiej, czyli część Diamentowej Ligi, najbardziej prestiżowego cyklu mityngów lekkoatletycznych. Rekordom na bieżni towarzyszyło rekordowe zainteresowanie Piknikiem Paralimpijskim z Orlen, który zlokalizowano tuż obok Stadionu Śląskiego.
– Nie pamiętam jeszcze takiego pikniku, żeby tak szybko „zchodziły” nam pakiety – przyznaje Witold Skupień. – Tłumy były ogromne od początku, cały czas mieliśmy kolejki.
Każdy chętny otrzymywał paszport, czyli małą książeczkę, w której zbiera się pieczątki po wykonaniu konkretnych aktywności sportowych na kolejnych stoiskach pikniku. Można więc było spróbować m.in. parakolarstwa, siatkówki na siedząco czy podjąć wyzwanie strefy dostępności, czyli pokonać na wózku niewielki próg. Dopiero wypełniona w ten sposób książeczka umożliwiała odebranie pakietu upominków.
Od dzieciaczków do dziadeczków
Witold Skupień, czterokrotny paralimpijczyk, piąty w biegu na 10 km stylem klasycznym podczas tegorocznych zimowych igrzysk w Mediolanie-Cortinie, obsługiwał strefę paranarciarstwa biegowego i parabiathlonu. Każdy mógł tam spróbować swoich sił na trenażerze narciarskim lub przymierzyć się do karabinu używanego przez parabiathlonistów.
– Różnych mieliśmy uczestników: od najmłodszych dzieciaczków do najstarszych dziadeczków – mówi Witold. – Na naszym stoisku trzeba było przyjąć pozycję leżącą z karabinem, złożyć się, strzelić, przeładować i tak pięć razy „na sucho”, czyli bez śrutu. Nie chcieliśmy przecież nikomu oka wybić – uśmiecha się.
Byli tacy, którzy twierdzili, że skoro byli kiedyś w wojsku, to wiedzą, jak posługiwać się bronią. Nic bardziej mylnego, to zupełnie inny sprzęt. Inni z kolei uważali, że na trenażerze narciarskim wystarczy wykazać się odpowiednią mocą.
– Używanie dużej siły nie jest fajną techniką, ale jest też sporo osób, które od razu rozumieją, że trzeba wykorzystać całe ciało, bo tak naprawdę 90 proc. odepchnięcia w biegach narciarskich idzie z pleców – tłumaczy Witold. – No i był dziś taki pan, dosyć ciężki, atletycznie zbudowany, który wykręcił na trenażerze moc chyba 549 watów, a bardzo jest trudno taki wynik rękami zrobić.
Wśród odwiedzających piknik byli też sportowcy.
– Było kilka grup, zdarzyła się też śmieszna historia, bo dwa dni temu w Nowym Targu robiłem sobie trening i w lesie, po którym zawsze biegam, spotkałem chłopaków spod Poznania, którzy mieli obóz lekkoatletyczny – opowiada. – Okazało się, że się zgubili, więc pomogłem im wrócić na ścieżkę, a w Chorzowie spotkaliśmy się, bo przyjechali z klubem na Memoriał kibicować.
38 tys. ludzi
Kibicować nie mieli za bardzo czasu obsługujący stoiska. Jedynie po zakończeniu pikniku udało im się zobaczyć ostatnie konkurencje, w tym Ewę Swobodę w biegu na 100 m. Dużo wcześniej odbyły się trzy biegi osób z niepełnosprawnościami – 100 m mężczyzn, 200 m kobiet i 1500 m mężczyzn na wózkach – oklaskiwane przez tysiące zgromadzonych na trybunach.
– Na Memoriale było ok. 38 tys. ludzi, a wszyscy przechodzili przez piknik – podkreśla Piotr Szymala, prezes „START” Katowice. – Świetnie to wyszło!
Jego klub podczas pikniku, zorganizowanego przez Polski Komitet Paralimpijski przy współpracy ze sponsorem strategicznym, Orlen S.A., przygotował strefy goalballa i parapodnoszenia ciężarów.
– W goalballu ludzie mogli porzucać, pobronić, zakładając wcześniej gogle, przez które nic nie widać – opowiada prezes Szymala. – Każdy mógł też spróbować sił w ciężarach, z obciążeniem albo i bez, pod okiem trenera czy naszych zawodników, w tym kadrowiczki Magdaleny Kostki.
„START” Katowice od wielu lat towarzyszy Memoriałowi Kamili Skolimowskiej. To dla klubu okazja nie tylko do popularyzowania dyscyplin paralimpijskich, ale i szukania narybku.
– Na piknikach wyłapujemy ludzi do naszych sekcji sportowych – tłumaczy Piotr Szymala. – W zeszłym roku chyba pięć osób w ten sposób doszło do sekcji pływackiej, goalballa, lekkoatletyki.
50 metrów od trybun
Podobną taktykę obrał Bartłomiej Mróz, dwukrotny paralimpijczyk, niestrudzony propagator parabadmintona.
– Tym razem wypatrzyliśmy jedną osobę, która jest niepełnosprawna i chętna do spróbowania naszej dyscypliny – zaznacza. – Wymieniliśmy się kontaktami, bo powstał pomysł, żeby już w przyszłym tygodniu przyjechała na trening.
Nie jest to nowa sytuacja. Bartłomiej Mróz wraz z innymi zawodnikami od dawna zachęca kolejne osoby do wstąpienia w parabadmintonowe szeregi. Z sukcesami.
– Po tegorocznym pikniku w Warszawie, podczas IRONMAN-a, dołączyła do naszej sekcji ośmioletnia dziewczynka – podkreśla z dumą. – Do dziś z nami trenuje, a za miesiąc wybiera się na mistrzostwa Polski.
Nigdy nie wiadomo, kto trafi się w tłumie odwiedzających, statystycznie jednak im więcej osób, tym większa szansa znaleźć kogoś zainteresowanego rozpoczęciem przygody ze sportem paralimpijskim.
– Byliśmy zaskoczeni frekwencją, intensywnością, ale w końcu byliśmy ustawieni 50 metrów od wejścia na trybuny – opowiada Bartłomiej Mróz. – Dużo było ludzi z różnych środowisk, kibiców, sportowców, od najmłodszych, bo 3-latków, do osób już prawie na emeryturze. Ale właśnie celem tego rodzaju pikników jest otwieranie się na innych, pokazywanie osobom pełnosprawnym, co robimy w ramach parasportu, ale też danie osobom z niepełnosprawnościami możliwości spróbowania różnych dyscyplin, by mogły do nas dołączyć.








Informacja prasowa PKPar