Srebrne medale Karoliny Strawińskiej i Adriana Castro – to zdobycz reprezentacji Polski w piątek, 9 października 2026 r., na mistrzostwach Europy w paraszermierce, które trwają w Cardiff do niedzieli.
Karolina Strawińska zdobyła swój czwarty medal na tych mistrzostwach Europy, za to pierwszy indywidualny. W turnieju szpady kobiet kat. B najpierw w 1/8 finału zmierzyła się z Włoszką Sofią Brunati, którą pokonała 15:12.
– Wszystkie walki były trudne, ale najtrudniejsza była pierwsza z nich, bo tam było dużo nerwów, stres i nie do końca byłam pewna swoich akcji – przyznała nasza zawodniczka po zakończeniu turnieju. – Później z każdą walką było coraz łatwiej, choć z Sarą też się znamy doskonale i nie można powiedzieć, że to była łatwa walka, ale wszystko poszło po mojej myśli.
Mowa o Sarze Rogowskiej, koleżance z Legii Warszawa. Do tego bratobójczego, a właściwie „siostrobójczego” pojedynku doszło już w ćwierćfinale. Wcześniej Rogowska pokonała 15:14 mocną Ukrainkę, Ołenę Fiedotę-Isajewą. W rywalizacji dwóch Polek lepsza okazała się jednak Strawińska, która wygrała 15:8 i awansowała do strefy medalowej.
W półfinale musiała się zmierzyć z reprezentującą Włochy Julią Anną Markowską, zajmującą drugie miejsce w światowym rankingu (nasza zawodniczka była w nim przed mistrzostwami Europy szósta). Spotkanie było bardzo wyrównane, dosłownie punkt za punkt, choć od stanu 10:9 zarysowała się lekka przewaga Markowskiej. Strawińska nie odpuszczała i wyszła na prowadzenie 12:11, a potem 13:11 i 14:12. Markowska zdołała jeszcze zdobyć 13. punkt, jednak obopólne trafienie w ostatniej akcji oznaczało zwycięstwo Polki 15:14. W finale czekała Wiktoria Bojkowa, startująca pod neutralną flagą wicemistrzyni igrzysk w Tokio w tej konkurencji.
– Na pewno początek finału był słaby z mojej strony, choć my pierwszy raz walczyłyśmy ze sobą – przyznała Strawińska. – Bojkowa jest bardzo doświadczoną zawodniczką, mega techniczną i nie wiedziałam, co mogłam zrobić lepiej.
Rzeczywiście, finałowy pojedynek zaczął się od prowadzenia Bojkowej 5:2, a niedługo później 9:4. Po chwili jednak Polka rozpoczęła pogoń i na tablicy ukazał się wkrótce wynik 9:8. Rywalka ponownie jednak odskoczyła na trzy punkty i w pewnym momencie prowadziła już 13:10. Następne trafienie należało do Polki, potem jednak dwa razy zdarzyły się trafienia obopólne i to Bojkowa cieszyła się ze zwycięstwa 15:13, a Strawińska musiała się zadowolić srebrem.
– Cieszę się z tego, co jest – podkreśliła jednak nasza reprezentantka, dla której jest to czwarty medal tych mistrzostw Europy i – jak zapowiedziała – raczej nie ostatni, jako że przed nią kolejne konkurencje.

Finał nie po myśli
To nie był koniec polskich medali czwartego dnia zawodów. Do walki w turnieju szabli mężczyzn kat. B stanął przecież Adrian Castro, brązowy i srebrny medalista paralimpijski, aktualny mistrz Europy. Zaczął od pokonania w 1/8 finału 15:7 Niemca Balwindera Cheemy. O wiele trudniej było w kolejnym pojedynku, z Andreą Jacquierem z Włoch. Skończyło się wynikiem 15:13 i awansem Polaka do półfinału. Tam rywalem naszego zawodnika był reprezentujący Ukrainę Dmytro Serożenko. Castro dobrze zaczął, od prowadzenia 4:0. Ukrainiec zaczął jednak gonić i wyrównał na 4:4. Kolejne trzy trafienia zadał Polak i było już 7:4. Trzypunktowe prowadzenie utrzymało się do stanu 11:8, jednak od tego momentu to Castro był górą i pojedynek zakończył się wynikiem 15:8.
– Walka z Ukraińcem była pod moją kontrolą, wiedziałem, co mam robić, miałem dobry plan na ten pojedynek – mówił Adrian Castro. – W sumie wszystko układało się tak, jak chciałem, i pod koniec niczym mnie już nie zaskoczył.
Na drodze do złotego medalu był już tylko Brytyjczyk Dimitri Coutya, z którym dwa lata temu Castro wygrał w finale poprzednich mistrzostw Europy. Pojedynek zaczął się nerwowo, od zbyt szybkich ataków z obu stron. Posypały się kartki. Szybciej pozbierał się Coutya i wyszedł na prowadzenie 6:1. Od początku niestety szwankował sprzęt naszego zawodnika i Brytyjczyk kilkukrotnie słusznie reklamował, że jego trafienia nie są odnotowywane.
– Miałem problemy z kablem, chyba „żabka” była luźna i mam wrażenie, że odpinała mi się akurat za każdym razem, kiedy miałem zdobyć punkt, co mnie bardzo wytrąciło z tego meczu – opowiadał nasz zawodnik.
W takich okolicznościach zrobiło się 8:2. Castro starał się gonić. Doprowadził do wyniku 10:5, jednak Brytyjczyk odskoczył o dwa punkty. W tym momencie nastąpiła szarża naszego reprezentanta. Zadał kolejnych pięć trafień i było już 12:10. Wtedy jednak zdaniem sędziów nasz zawodnik popełnił błąd i w efekcie czerwonej kartki 13. punkt trafił do Brytyjczyka. Niezmiernie trudno było Polakowi wrócić do przerwanej w ten sposób serii zdobywanych punktów. Finał zakończył się wkrótce wynikiem 15:11 dla Brytyjczyka.
– Finał wyjątkowo nie poszedł po mojej myśli – podsumował Adrian Castro. – Może być to spowodowane problemami z kablem, który ciągle mi się wypinał, a to mnie wybijało. Druga część meczu była już zdecydowanie lepsza. Zacząłem go doganiać i już czułem, że go mam, ale wtedy sędzina postanowiła – że tak powiem – że będzie inaczej. Dostałem czerwoną kartkę za siedzenie nie na środku wózka, z czym oczywiście się nie zgadzam, bo według mnie siedziałem na pewno bardziej na środku niż mój przeciwnik. Ale to ja dostałem kartkę, i to w zasadzie bez jakiegoś ostrzeżenia. Dziwne, że takie rzeczy dzieją się w meczu o złoty medal.
Na dwunastym miejscu zakończył rywalizację Piotr Pawełko, natomiast dziewiąty był Adam Jabłoński, który w fazie grupowej zanotował pięć zwycięstw na pięć pojedynków. Jednak w 1/8 finału na jego drodze znalazł się ten sam Brytyjczyk Dimitri Coutya. Wynik 10:15 oznaczał odpadnięcie Polaka z turnieju.
– Na pewno dobre walki w grupie pomogły mi wejść lepiej w fazę pucharową – mówił nasz paraszermierz. – Z Coutyą wygrałem pierwszą połowę, było 8:6, to była naprawdę wyrównana walka. To jest jednak naprawdę doświadczony zawodnik, zobaczył moje słabe strony i po przerwie wynik się odwrócił. Jest mocny niedosyt, bo na pewno jechałem tu po wyższe wyniki.

Opanować stres
Piąte miejsce w szabli mężczyzn kat. A zajął Rafał Ziomek. Jak burza przeszedł przez fazę grupową, wygrywając pięć z sześciu walk.
– Tak naprawdę to mało rzeczy u mnie funkcjonowało, czułem, że strasznie jestem zdenerwowany i spięty – przyznał. – Na szczęście pierwszy mecz ułożył się tak, że wygrałem dość pewnie jedną z trudniejszych walk w tej grupie i dopiero wtedy gdzieś te nerwy, ciśnienie ze mnie zeszły i pozwoliły mi rozwinąć skrzydła. Cieszę się, że potrafiłem opanować zdenerwowanie i stres. No i dlatego tak dobrze poszło.
W 1/8 finału rywalem Polaka był Ilja Czernyszow, startujący pod flagą neutralną. Wynik 15:6 dla naszego zawodnika nie oddaje jednak obrazu całości.
– To był ciężki mecz – przyznał Rafał Ziomek. – Mój przeciwnik trochę mi pomógł, bo dostał pięć czerwonych kartek.
Gorzej było w ćwierćfinale z Niemcem Mauricem Schmidtem. Pojedynek zakończył się dość bolesną porażką reprezentanta Polski 2:15.
– Myślę, że trzeba otwarcie przyznać, że zostałem przez niego po prostu zniszczony – nie ukrywał. – No ale nie jest to pierwszy lepszy zawodnik, lecz aktualny mistrz paralimpijski. Ja ze swojego startu jestem jednak zadowolony. Miałem pewne założenia, które realizuję w stu procentach. Jest jeszcze w niedzielę turniej drużynowy w szabli męskiej i jeśli ponownie zrealizuję założenia, to będziemy się cieszyć z medalu.
W poprzedniej rundzie Maurice Schmidt pokonał 15:9 innego Polaka, Michała Siatkowskiego, który zakończył w ten sposób rywalizację na 15. miejscu.
– Ostatnia moja walka przebiegła w miarę dobrze, jednak mój przeciwnik jest topowym zawodnikiem, obecnym mistrzem paralimpijskim – mówił nasz reprezentant. – Dałem z siebie wszystko, trochę krwi mu napsułem, ostatecznie się nie udało, ale uważam, że mój start był udany i jestem zadowolony z dzisiejszego dnia.
W piątek odbył się też turniej szpady kobiet kat. A. Niestety, receptę na obie nasze reprezentantki miała Alena Jewdokimowa, startująca pod neutralną flagą. Najpierw w 1/16 finału pokonała 15:3 Kingę Dróżdż, by w kolejnej rundzie wygrać 15:11 z Martą Fidrych.
Po czterech dniach mistrzostw Europy reprezentacja Polski zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej z dwoma złotymi i trzema srebrnymi krążkami. Prowadzi Ukraina (4-3-3) przed Włochami (3-1-3).