Siedem medali mistrzostw Europy w szermierce na wózkach. Polska zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji

Trzy złote medale, jeden srebrny i trzy brązowe. To dorobek reprezentacji Polski w szermierce na wózkach na mistrzostwach Europy, które w dniach 5-10 marca 2024 roku odbywały się w Paryżu.

– Występ ogólnie bardzo udany – ocenił Michał Morys, trener główny kadry szermierki na wózkach. – Przypomnę, że oprócz tego, że mamy siedem medali, to trzy z nich są złote. To też jest niezwykle ważne.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Absolutny prymat

Adrian Castro nie dał rywalom większych szans w turnieju indywidualnym szabli kat. B. W 1/8 finału wyższość naszego zawodnika musiał uznać Niemiec Tim Widmaier (15:3), a w ćwierćfinale – reprezentant gospodarzy, Marc-André Cratère (15:4).

Dopiero w półfinale wyżej poprzeczkę zawiesił Anton Dacko z Ukrainy, jednak i ten pojedynek zakończył się zwycięstwem reprezentanta Polski (15:10). W finale Adrian zadbał o to, by także i Brytyjczyk Dimitri Coutya nie mógł rozważać zwycięstwa. Skończyło się wynikiem 15:7 i w ten sposób Polak obronił tytuł zdobyty w 2022, a wcześniej także 2018 roku. Zdaniem trenera Morysa, można powiedzieć, że Adrian Castro zdobył to złoto w cuglach.

– Bez większego problemu – podkreślił trener. – To też był znak zapytania, nie ukrywam. Koniec listopada: wypadek, operacja i powrót, ale Adrian powrócił w naprawdę wielkim stylu. W żadnej walce nie było sytuacji, by ktoś mu rzeczywiście zagrażał. Pokazał, że w Europie ma absolutny prymat. Zresztą ma prymat także na świecie.

Być może pauza zdrowotna wcale nie podziałała na zawodnika negatywnie.

– Po takiej dłuższej przerwie radość z tego wszystkiego i chęć rywalizacji, trenowania wzrosły. Myślę, że to też miało wpływ na to, że tak dobrze mi się walczyło – zaznaczał Adrian Castro po wywalczeniu medalu. – Na igrzyskach muszę być w jeszcze lepszej dyspozycji. Czuję, że jest jeszcze zapas. Walczyło mi się jednak świetnie i jeśli taki dzień trafi się na igrzyskach, to nie będę miał nic przeciwko temu.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Kapitalny wyczyn

Złoto w szabli, w kat. A, zdobyła również Kinga Dróżdż. Także i ona wygrała cztery turniejowe pojedynki bez żadnych wątpliwości, broniąc w ten sposób tytułu mistrzyni Europy. Był to drugi złoty medal Kingi na tej imprezie, po tym wywalczonym z drużyną szpadzistek dzień wcześniej.

– To niesamowite uczucie, jestem bardzo zadowolona – cieszyła się reprezentantka Polski. – Daje mi to pewność siebie, bo potwierdziłam, że jestem najlepsza w Europie, czuję się doskonale, czuję, że mam szybkość. To dobry prognostyk dla mnie i potwierdzenie, że praca, którą wkładam w szermierkę, procentuje.

To jednak nie te dwa złote medale zrobiły w jej przypadku największe wrażenie na otoczeniu. Trener Morys przypomina dokonanie Kingi z półfinału turnieju drużynowego szablistek.

– 18 do 3! – trener nie mógł wyjść z podziwu.

Przyznał, że tylko raz widział coś podobnego, bardzo dawno temu na uniwersjadzie. Na co dzień takie rzeczy się jednak nie zdarzają. W końcówce półfinału z Gruzją Polki przegrywały już 27:40. Wtedy naprzeciw siebie usiadły rywalki z finału turnieju indywidualnego: Kinga i Nino Tibilaszwili. To był kolejny przykład na to, że w sporcie dopóki walka trwa, nie wolno przekreślać szans żadnej ze stron. Dość powiedzieć, że nasza zawodniczka pozwoliła koleżance z Gruzji zdobyć tylko trzy punkty. Sama zdobyła ich natomiast aż 18, co dało zwycięstwo Polkom.

– Tu mówimy o dwóch zawodniczkach z absolutnej czołówki światowej, mistrzyni i wicemistrzyni Europy! – podkreślił trener Morys. – Kapitalny wyczyn.

Finał z Ukrainkami również był bardzo emocjonujący, jednak to rywalki wygrały ostatecznie jednym trafieniem. Nasze szablistki w składzie: Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Jadwiga Pacek i Karolina Strawińska zdobyły w ten sposób srebrny medal.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Walczyła koncertowo

Złoty w niemal tym samym składzie (z Patrycją Haręzą zamiast Jadwigi Pacek) zdobyły za to w szpadzie, potwierdzając swoją dominację. W półfinale przeciwko Ukrainkom Polki przegrywały już 38:40. Wtedy do walki przystąpiły Fidrych i Jewhenija Breus.

Pierwsze dwa punkty zdobyła Polka. To oznaczało remis 40:40. Następne dwa padły z kolei łupem Ukrainki. Rywalki znów odskoczyły, wkrótce wygrywały nawet 44:42. Każde trafienie Breus oznaczało w tym momencie porażkę Polek.

A jednak to Fidrych zdobywała punkt po punkcie i doprowadziła do remisu 44:44. Do końca pozostało 15 sekund, ale ostatnie starcie trwało jakby wieczność. Nasza zawodniczka zepchnęła rywalkę do głębokiej defensywy i dosłownie dwie sekundy przed końcem zadała zwycięskie trafienie! Wynik 45:44 oznaczał, że to Polska miała walczyć o złoto.

– Nie patrzyłam na wynik – mówiła o emocjonującej końcówce Marta Fidrych. – Starałam się po prostu zadać trafienie i samej go nie otrzymać. To był mój cel, a wynik był jakby obok. Po co się dodatkowo stresować?

Finał z Francuzkami był mniej emocjonujący. Polki prowadziły przez całe spotkanie, które wygrały 45:37, zdobywając złoty medal.

– Trzeba pamiętać, że nasze szpadzistki są numerem jeden na liście światowej, to jest bardzo istotne – zaznaczył trener Michał Morys. – Bardzo ładnie powalczyły wszystkie zawodniczki. Znakomite walki toczyła Marta, która chciała się jakby odegrać za poprzedni dzień, kiedy zdobyła brąz. Walczyła naprawdę koncertowo.

fot. Michał Dul

Odważnie, dzielnie, bez lęku

Wspomniana Marta Fidrych faktycznie zdobyła wcześniej brązowy medal w szpadzie kat. A. W półfinale przegrała 10:15 z Jewheniją Breus z Ukrainy, tą samą, którą pokonała w końcówce półfinału turnieju drużynowego.

– To nie jest zawodniczka, z którą Marta musiała przegrać – zaznaczył trener kadry. – Uważam, że to było do zrobienia, ale dwie, trzy akcje taktycznie nie wyszły, a potem jakaś taka niemoc… Trudno powiedzieć, bo później w turnieju drużynowym Marta się odegrała. W danej chwili po prostu Ukrainka była lepsza i wygrała, ale nie przywiązywałbym się do myśli, że jest lepsza.

Prawdziwym odkryciem tych mistrzostw Europy okazała się jednak koleżanka Marty Fidrych z drużyny.

– Sporą niespodziankę sprawiła, w sumie dwa lata uprawiająca szermierkę, Karolina Strawińska, która w dwóch turniejach indywidualnych zdobyła brązowe medale, w szpadzie i w szabli kat. B – podkreślił Michał Morys. – Między innymi dzięki temu awansowała do drużyn i z nimi zdobyła srebro i złoto. Wyjątkowo udany występ. W czterech startach cztery medale. To się nie zdarza codziennie.

Zdaniem trenera kadry zawodniczka musi jeszcze dużo pracować, ale potencjał ma ogromny. Okazała się też bardzo mocna mentalnie.

– Odważnie, dzielnie, bez lęku, bez kompleksów – podsumował jej występy.

Także sama zawodniczka uważa, że jej dyspozycja idzie w górę.

– Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, że robiliśmy z trenerami wszystko, żeby jak najlepiej wypaść na tej imprezie. Czułam, że forma idzie w górę – podkreśliła poczwórna medalistka paryskich mistrzostw Europy. – Coraz więcej potrafię, coraz więcej rozumiem w szermierce. Potrzebuję tylko bardziej „owalczyć się”, żeby wygrywać z najlepszymi.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Trzecie miejsce w klasyfikacji

Z trzema złotymi krążkami, jednym srebrnym i trzema brązowymi Polska zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej mistrzostw Europy w Paryżu.

– To było to, co można było, z optymizmem, wyliczyć i czego można się było spodziewać – podsumował występ kadry trener Michał Morys.

Pierwsze miejsce w klasyfikacji wywalczyła Ukraina (7 złotych medali, 3 srebrne i 8 brązowych), a drugie Wielka Brytania (5 złotych krążków, 2 srebra i brąz).

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

zawsze i wszędzie #KibicujemyParaolimpijczykom

Złoto, srebro, brąz. Polska ma już siedem medali mistrzostw Europy w szermierce na wózkach!

Złoto Kingi Dróżdż, brąz Karoliny Strawińskiej oraz srebro tych zawodniczek, zdobyte wspólnie z Martą Fidrych i Jadwigą Pacek. To wyniki trzeciego i czwartego dnia mistrzostw Europy w szermierce na wózkach, które do 10 marca 2024 r. trwają w Paryżu.

15 do: 4, 3, 6 i 7. Tak wyglądała czwartkowa droga Kingi Dróżdż do obrony tytułu mistrzyni Europy w szabli kat. A. Wszystkie cztery pojedynki nie były jednak tak proste, jak mogłyby sugerować wyniki.

Wspólne treningi z koleżanką z kadry, Martą Fidrych (przeciwniczką z 1/8 finału), a także z Gruzinkami Gwancą Zadiszwili (z którą Kinga spotkała się w ćwierćfinale) i Nino Tibilaszwili (rywalką z finału) skutkują wzajemną znajomością atutów i słabości.

– Wiedziałam, że nie mogę dać się zaskoczyć, bo Nina, z którą walczyłam w finale, jest bardzo szybką zawodniczką, więc trzeba było nad tym zapanować i „walczyć swoje” – podkreśla Kinga. – Założyliśmy więc z trenerem, że bazujemy na defensywie i późniejszym ataku, żeby nie atakować w pierwsze tempo.

Po wywalczonym w środę mistrzostwie Europy z drużyną w szpadzie to drugi złoty medal Kingi Dróżdż na tych zawodach. Sukces indywidualny smakuje szczególnie.

– Miałam dzisiaj dosyć nietypowe pojedynki, bo pierwszy stoczyłam ze swoją koleżanką z teamu, a takie walki nie należą do łatwych – mówi nasza reprezentantka. – Dwa pojedynki miałam z Gruzinkami, z którymi bardzo dużo trenuję, przyjaźnimy się, są dla mnie trochę jak siostry, więc to też mentalnie nie były łatwe walki. Natomiast w pojedynku z Ukrainką wiedziałam, że muszę zrobić swoją robotę, narzucić swoje tempo i swoje warunki. Takim sposobem obroniłam mistrzostwo Europy.

– To niesamowite uczucie, jestem bardzo zadowolona – cieszy się reprezentantka Polski. – Daje mi to pewność siebie, bo potwierdziłam, że jestem najlepsza w Europie, czuję się doskonale, czuję, że mam szybkość. To dobry prognostyk dla mnie i potwierdzenie, że praca, którą wkładam w szermierkę, procentuje.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Forma idzie w górę

Procentuje też praca, którą od dosłownie paru lat wykonuje Karolina Strawińska. Mistrzyni Europy w rzucie dyskiem z 2021 roku, za namową mistrza paralimpijskiego z Londynu, Grzegorza Pluty, zmieniła dyscyplinę na szermierkę na wózkach i nie żałuje. Pierwszego dnia odbywających się w Paryżu zawodów zdobyła brąz w szpadzie, drugiego dnia wywalczyła złoto z drużyną szpadzistek, a trzeciego – kolejny brązowy medal, tym razem w szabli.

– Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, że robiliśmy z trenerami wszystko, żeby jak najlepiej wypaść na tej imprezie. Czułam, że forma idzie w górę – podkreśla medalistka, występująca w kat. B. – Coraz więcej potrafię, coraz więcej rozumiem w szermierce. Potrzebuję tylko bardziej „owalczyć się”, żeby wygrywać z najlepszymi.

Po walkach grupowych w 1/8 finału wpadła na rodaczkę, Jadwigę Pacek. Pokonała ją 15:12.

– W takich pojedynkach największe znaczenie ma to, kto zaryzykuje, bo tak naprawdę wszystko o sobie wiemy – opowiada Karolina. – Zaryzykowałam i udało się wygrać.

W ćwierćfinale czekała Węgierka Boglarka Mezö, z którą Polka do tej pory przegrywała. Nie było to łatwe spotkanie, jednak tym razem to nasza zawodniczka była górą, zwyciężając 15:8. O wejście do finału musiała stoczyć walkę z Gruzinką Irmą Checuriani.

– Do przerwy wynik był wyrównany, po przerwie było chyba 9:8 dla Irmy, ale potem ona zmieniła sposób walki i już nie umiałam na to odpowiedzieć – opowiada Karolina. – Nie wiedziałam, co mogę dalej zrobić. Zaczęła mi moje natarcia odbijać od dołu. To jest doświadczona zawodniczka, ja jeszcze nie mam takiego „owalczenia”, to jest tak naprawdę mój drugi rok startów.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Piorunujący finisz

W sobotę Karolina Strawińska kończy 27 lat. Co więc mogło być najlepszym prezentem, poza trzema medalami? Czwarty krążek! W piątek drużyna szablistek w składzie: Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Jadwiga Pacek i Strawińska zdobyła srebrny medal, a mistrzostwo Europy było dosłownie na wyciągnięcie klingi.

Zaczęło się od zwycięstwa z Francuzkami 45:35, natomiast niezwykle emocjonujący okazał się półfinał z Gruzją. Wiele wskazywało na to, że to rywalki powalczą o złoto. W końcówce Polki przegrywały już 27:40. Wtedy naprzeciw siebie usiadły rywalki z finału turnieju indywidualnego: Dróżdż i Tibilaszwili.

To był kolejny przykład na to, że w sporcie dopóki walka trwa, nie wolno przekreślać szans żadnej ze stron. Dość powiedzieć, że nasza zawodniczka pozwoliła koleżance z Gruzji zdobyć tylko trzy punkty. Sama zdobyła ich natomiast aż 18, co dało zwycięstwo Polkom!

– Sama byłam w szoku, że udało mi się to zrobić – śmieje się Kinga Dróżdż. – Strata była dosyć duża i szczerze mówiąc nie wierzyłam w to, że to się uda, ale walka się tak ułożyła, że to ja zdominowałam Gruzinkę, która była zupełnie bezradna. No i wygrałyśmy ten mecz.

Nasza zawodniczka podkreśla, że turniej drużynowy rządzi się swoimi prawami. Sprawdza się w nim zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Każdy stara się dołożyć od siebie jak najwięcej.

– Po prostu wiedziałam, że muszę zadawać każde kolejne trafienie – opowiada Kinga. – Rozbiłam ją trochę. Było widać, że już nie wie, co robić, bo wszystko, co robiła, nie wychodziło. Takim sposobem zdobyłam 18 punktów…

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Decydowało ostatnie starcie

Równie emocjonujący był finał przeciwko Ukrainie. Niemal po każdym pojedynku zwycięstwo przechodziło z rąk do rąk. Do ostatniej walki, przy wyniku 40:38 dla rywalek, przystąpiła Kinga Dróżdż. Naprzeciwko siebie miała Jewheniję Breus, którą dzień wcześniej pokonała w półfinale turnieju indywidualnego.

Polka doprowadziła do remisu 40:40 i w końcówce spotkanie było bardzo wyrównane. Zrobiło się 44:44 i o zwycięstwie jednej z drużyn miało zadecydować ostatnie starcie. Tym razem to jednak Ukrainka była w końcówce minimalnie bardziej skuteczna.

– Niestety, ostatnie trafienie zadała Ukrainka. Chciałam zaryzykować, byłam pewna swojej akcji, ale… taki jest sport. Nie wyszło tym razem – mówi nasza zawodniczka. – Szkoda oczywiście, zwłaszcza że spoczywała na mnie odpowiedzialność za skończenie tego meczu. Nie zawsze się wygrywa. Mamy jakąś nauczkę na przyszłość. Ale generalnie uważam zawody za bardzo udane. Przyznam szczerze, że nie spodziewałyśmy się takiego wyniku. Byłyśmy dzisiaj w bardzo dobrej dyspozycji. Zresztą od początku ten turniej nas niesie dobrą atmosferą i wzajemnym napędzaniem się. Jesteśmy bardzo zadowolone. Wracam z trzema medalami. To jest super osiągnięcie!

fot. Paweł Jaworski

Także w piątek czwarte miejsce zajęła drużyna florecistów w składzie: Patryk Banach, Adrian Castro, Michał Nalewajek, Dariusz Pender.

Po czterech dniach rywalizacji Polska ma już siedem medali – trzy złote (Kinga Dróżdż w  szabli kat. A, Adrian Castro w szabli kat. B oraz drużyna szpadzistek), srebrny (drużyna szablistek) i trzy brązowe (Karolina Strawińska w szpadzie i szabli kat. B oraz Marta Fidrych w szpadzie kat. A).

zawsze i wszędzie #KibicujemyParalimpijczykom

Codziennie złoty medal! Świetny początek Polaków na mistrzostwach Europy w szermierce na wózkach

Złoto i dwa brązowe medale we wtorek oraz złoto w środę. To dotychczasowe wyniki reprezentantów Polski podczas mistrzostw Europy w szermierce na wózkach, które w dniach 5-10 marca 2024 r. odbywają się w Paryżu.

Szybkie prowadzenie 7:1, potem 8:2. Adrian Castro od początku finałowego pojedynku w szabli kat. B zadbał o to, by Brytyjczyk Dimitri Coutya nie mógł rozważać zwycięstwa.

– Wtedy to w głowie przeciwnika gotuje się, myśli, co tu zmienić, żeby ten wynik odwrócić, a ja mam ten komfort, że zmieniać nic nie musiałem, tylko chciałem skończyć ten pojedynek jak najszybciej – podkreśla reprezentant Polski.

Wprawdzie rywal zmniejszył stratę do 9:6, jednak końcówka należała do naszego zawodnika. Pojedynek zakończył wynikiem 15:7 i złotym medalem dla naszego zawodnika.

– Czułem, że ta walka jest pod kontrolą, wszystko układało się tak, jak chciałem – mówi Adrian Castro.

Także wcześniejsze pojedynki poszły dość gładko. W 1/8 finału wyższość naszego zawodnika musiał uznać Niemiec Tim Widmaier (15:3), a w ćwierćfinale – reprezentant gospodarzy, Marc-André Cratère (15:4). Dopiero w półfinale wyżej poprzeczkę zawiesił Anton Dacko z Ukrainy, jednak i ten pojedynek zakończył się zwycięstwem reprezentanta Polski (15:10).

Tego wyniku można się było spodziewać. W końcu Adrian Castro to aktualny wicemistrz świata, a wcześniej dwukrotny medalista igrzysk paralimpijskich, no i w końcu obrońca tytułów mistrza Europy z 2018 i 2022 roku. Jednak pod koniec ubiegłego roku nasz zawodnik przeszedł operację i dłuższy czas nie trenował. Trudno było powiedzieć, jak to wpłynie na dyspozycję. Z drugiej strony mocno odczuwał brak możliwości uprawiania sportu.

– Po takiej dłuższej przerwie radość z tego wszystkiego i chęć rywalizacji, trenowania wzrosły. Myślę, że to też miało wpływ na to, że tak dobrze mi się walczyło – podkreśla. – Na igrzyskach muszę być w jeszcze lepszej dyspozycji. Czuję, że jest jeszcze zapas. Walczyło mi się jednak świetnie i jeśli taki dzień trafi się na igrzyskach, to nie będę miał nic przeciwko temu.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Dobra decyzja

Pierwszy na tych mistrzostwach Europy medal dla Polski zdobyła Karolina Strawińska. Brąz w szpadzie kat. B to jej największe do tej pory indywidualne osiągnięcie w karierze szermierczej. To ważne, że właśnie szermierczej, ponieważ wcześniej uprawiała pływanie, koszykówkę na wózkach i lekkoatletykę. Jest m.in. mistrzynią Europy z 2021 r. w rzucie dyskiem, dlatego decyzja o zmianie dyscypliny nie była łatwa, choć podyktowana była ogromną ambicją.

– Wiedziałam, że mistrzostwo Europy to najwięcej, czego mogę dokonać w tej dyscyplinie, patrząc po rankingach oraz jak wyglądają dziewczyny na mistrzostwach świata – zaznacza.

Na spróbowanie czegoś innego namówił ją Grzegorz Pluta, mistrz paralimpijski w szabli z Londynu w 2012 r., który obecnie jest trenerem szermierki, a także organizatorem zajęć. Znali się ze wspólnych treningów koszykarskich. Karolina postanowiła spróbować. Paryskie mistrzostwa Europy potwierdziły, że była to bardzo dobra decyzja.

O potwierdzenie łatwo jednak nie było. W grupie nie szło Polce najlepiej, a w 1/8 finału dopiero ostatnie trafienie zdecydowało o zwycięstwie 15:14 z Włoszką Alessią Biagini. W ćwierćfinale naszą zawodniczkę czekało starcie z reprezentacyjną koleżanką, Patrycją Haręzą. Wiadomo więc było, że w strefie medalowej na pewno będzie Polka. Wynik 12:9 oznaczał, że jest nią Karolina Strawińska.

– Ciężko się walczy z koleżanką z kadry, szczególnie z Patrycją, która jest zawodniczką bardzo „techniczną”, do tego jest drobna i bardzo zwinna – mówi zwyciężczyni pojedynku. – Znałam też jednak jej atuty, choćby to, że czwarta zasłona jest jej bardzo mocną stroną i wiedziałam, żeby się tam nie pchać, bo będzie po mnie.

Do finału zabrakło niewiele. Znów decydowało jedno trafienie. Tym razem wykonała je jednak rywalka, reprezentująca Turcję Elke Lale van Achterberg. Wygrała 10:9, co dla Polki oznaczało najniższy stopień podium.

– Ten medal jest dla mnie zwieńczeniem ciężkiej pracy, którą wykonaliśmy przez te dwa lata z moimi trenerami, jest znakiem, że idziemy w dobrą stronę i że moja niełatwa decyzja o zmianie dyscypliny była słuszna – podsumowuje Karolina.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Przystanek do igrzysk

Drugi brąz dla Polski zdobyła we wtorek Marta Fidrych w szpadzie kat. A. Traktuje go jako przystanek do igrzysk paralimpijskich w Paryżu.

– Cieszy, choć nie jest spełnieniem marzeń, bo zawsze chce się wygrywać, ale jest na pewno szczytem możliwości na dziś, ponieważ jesteśmy obecnie w fazie treningu z dużymi obciążeniami – mówi zawodniczka.

Rozpoczęła od dość łatwego zwycięstwa 15:3 z Brytyjką Susanne Seddon-Cowell, z którą nie miała jeszcze okazji rywalizować. Trochę trudniejszy był ćwierćfinał z Francuzką Brianną Vidé.

– Zwłaszcza początek był dość wyrównany, w pewnym momencie było chyba 6:6 – precyzuje nasza reprezentantka. – Ale potem złapałam rytm i „wyczułam” tę walkę. Pierwsza część była na rozpoznanie, a potem to już „odjazd”.

„Odjazd” zakończył się wynikiem 15:8 i półfinałem, w którym trzeba się było zmierzyć z dobrze znaną rywalką, Jewheniją Breus z Ukrainy. Polka przegrała 10:15.

– Znamy się doskonale i nasze walki są dosyć nieprzewidywalne, raz ona wygrywa, raz ja – tłumaczy Marta. – Tym razem ona miała „dzień konia”, a ja nie do końca swój czas. Inaczej nie mogło się to skończyć. Robiłam wszystko, co mi przyszło do głowy, ale na ten moment nie starczyło. Czuję jeszcze w mięśniach i kościach treningi, ten ostatni czas przygotowań był bardzo ciężki, więc wiedziałam, że to jest szczyt możliwości na ten dzień.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Energia drużyny

„Raz ona wygrywa, raz ja” – słowa Marty Fidrych co do joty sprawdziły się dzień później. W środowym półfinale drużynowej szpady to Ukrainki prowadziły niemal przez całe spotkanie. Polki w składzie Fidrych, Kinga Dróżdż, Patrycja Haręza, Karolina Strawińska w końcówce przegrywały 38:40.

Wtedy do walki przystąpiły Fidrych i właśnie Breus. Pierwsze dwa punkty zdobyła Polka. To oznaczało remis 40:40. Następne dwa padły z kolei łupem Ukrainki. Rywalki znów odskoczyły, wkrótce wygrywały nawet 44:42. Każde trafienie Breus oznaczało w tym momencie porażkę Polek.

A jednak to Fidrych zdobywała punkt po punkcie i doprowadziła do remisu 44:44. Do końca pozostało 15 sekund, ale ostatnie starcie trwało jakby wieczność. Nasza zawodniczka zepchnęła rywalkę do głębokiej defensywy i dosłownie dwie sekundy przed końcem zadała zwycięskie trafienie! Wynik 45:44 oznaczał, że to Polska miała walczyć o złoto.

– Nie patrzyłam na wynik – mówi o emocjonującej końcówce Marta Fidrych. – Starałam się po prostu zadać trafienie i samej go nie otrzymać. To był mój cel, a wynik był jakby obok. Po co się dodatkowo stresować?

Przyznaje, że wyciągnęła wnioski z porażki poprzedniego dnia z Jewheniją Breus.

– Walczyłam zupełnie inaczej, wiedziałam, na co mam uważać i co robić – podkreśla. – Nie mówię, że wczoraj nie wiedziałam, ale miałam czas przepracować to na spokojnie wieczorem i dzisiaj podeszłam z nowym nastawieniem, nową energią, także tą od drużyny. To robi różnicę.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Spod topora po złoto

Zawodniczki bardzo chwalą pracę wykonywaną wspólnie z trenerem kadry szpadzistek Wojciechem Ryczkiem. On sam także nie może się nachwalić swoich zawodniczek. Podkreśla zwłaszcza ich postawę w zaciętym meczu z Ukrainkami.

– Ukraina to jest bardzo dobra drużyna – zaznacza trener Ryczek. – To był cięższy mecz od tego w finale. W samym finale prowadziliśmy od początku do końca. Francuzki doszły na trzy trafienia, ale można powiedzieć, że był to mecz bez historii. Odkąd prowadzę drużynę, czyli od trzech lat, nie mieliśmy z nimi za bardzo problemów. Na pewno mniej emocji niż w półfinale, gdzie uciekliśmy spod topora.

Finał przeciwko Francji znakomicie rozpoczęła Kinga Dróżdż. Wygrała swój pojedynek z Brianną Vidé 5:0. Równie dobrze zaczęła Fidrych, która w takim samym stosunku wygrała swoje pierwsze starcie. W pojedynku Clémence Delavoipière z Karoliną Strawińską wyraźnie górą była Francuzka, naszej zawodniczce udało się jednak utrzymać prowadzenie w meczu. Było 15:12.

Po kolejnym starciu Dróżdż Polki znów odskoczyły na 20:14, a po pojedynku Strawińskiej z Vidé było 25:21. Kilkupunktowy dystans utrzymywał się przez dłuższy czas. Po walce Dróżdż z Delavoipière było już 40:35 dla naszych zawodniczek. Spotkanie znów kończyła Fidrych. Zwycięstwo 5:2 z Vidé i końcowy wynik 45:37 oznaczało złoto dla Polski!

– Finał był mniej emocjonujący, ale równie ważny – zaznacza Marta Fidrych. – Wiadomo, że po takich dużych emocjach, jak w półfinale, trudno jest zmobilizować się na kolejny mecz, ale na fali zwycięstwa dałyśmy z siebie wszystko i to przyniosło złoty medal, z którego jesteśmy bardzo dumne.

Złote szpadzistki z trenerem Wojciechem Ryczkiem fot. Michał Dul
zawsze i wszędzie #KibicujemyParalimpijczykom

Puchar Świata w paraszermierce – komunikat mediowy

Siedem medali pod Krzywą Wieżą – biało-czerwoni paraszermierze w wysokiej formie podczas PŚ w Pizie!

W zakończonych właśnie zawodach Pucharu Świata w szermierce na wózkach reprezentanci Polski siedmiokrotnie stawali na podium. Do szczególnie udanych włoskie zawody może zaliczyć Michał Dąbrowski – reprezentant klubu Szermierka Wołomin zdominował rywalizację w kategorii B i triumfował indywidualnie zarówno w zawodach szablistów, jak i w szpadzie.

Pisa, 16-19 Marzo 2023 Coppa del mondo paralimpica In foto: DABROWSKI
Foto: TRIFILETTI Andrea / BIZZI Team

Zawody PŚ w Pizie to tradycyjnie ważny punkt w kalendarzu paraszermierczym. Podczas PŚ rozegranego między 16 a 19 marca do rywalizacji ze światową czołówką wrócili zawodnicy z Chin. Obostrzenia pandemiczne w Państwie Środka zostały poluzowane i pierwszy raz od igrzysk w Tokio zobaczyliśmy reprezentantów Chin na planszach szermierczych.

W tych szczególnych okolicznościach polskim paraszermierzom udało się zaprezentować bardzo dobrze. Reprezentanci naszego kraju wracają do Polski z siedmioma medalami.

Pisa, 16-19 Marzo 2023 Coppa del mondo paralimpica In foto: DABROWSKI
Foto: TRIFILETTI Andrea / BIZZI Team

Najwięcej razy Polacy stawali na podium w zawodach szablowych. Złote medale zdobywali Kinga Dróżdż (IKS AWF Warszawa) w kategorii A kobiet i Michał Dąbrowski (Szermierka Wołomin) w kategorii B mężczyzn. Michał w półfinale wyeliminował Adriana Castro (IKS AWF Warszawa) – ten musiał zadowolić się więc brązowym medalem. Również z brązem w szabli w kat. B kobiet zawody ukończyła Jadwiga Pacek (IKS AWF Warszawa). Ostatniego dnia rywalizacji medal w szabli dołożyły również kobiety w rywalizacji drużynowej, które w finale ustąpiły jedynie Chinkom i musiały zadowolić się srebrem. Nasza drużyna walczyła w składzie Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Jadwiga Pacek (wszystkie IKS AWF Warszawa)  i Patrycja Haręza (Victoria 1918 Jaworzno).

fot.: Monika Czajka / ParaSwimming Team Poland

Kolejne medalowe osiągnięcia biało-czerwonych miały to szpada mężczyzn kat. B, w której obserwowaliśmy polsko-polski finał. Specjalistą od bratobójczych pojedynków okazał się Michał Dąbrowski. Zawodnik Szermierki Wołomin pokonał zdecydowanie Kamila Rząsę (IKS AWF Warszawa) i triumfował w drugiej broni podczas tych zawodów.

Istotne osiągnięcia pozostałych biało-czerwonych szermierzy to m.in. 5 miejsce we florecie kat. A Michała Nalewajka, 5 miejsce w szpadzie kat. A Marty Fidrych czy 6 miejsce Norberta Całki w szpadzie kat. A. Miejsca w czołówce są o tyle ważne, że zawody PŚ liczą się do rankingu, na podstawie którego wyłaniane będą miejsca przyznane krajom na igrzyska paralimpijskie w Paryżu.

Pisa, 16-19 Marzo 2023 Coppa del mondo paralimpica In foto: DROZDZ Foto: TRIFILETTI Andrea / BIZZI Team

Wyjazd polskiej reprezentacji w szermierce na wózkach na zawody Pucharu Świata został sfinansowany ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Informacja Prasowa Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”

zawsze i wszędzie #KibicujemyParaolimpijczykom

Mistrzostwa Europy w szermierce na wózkach [fotogaleria]

Warszawa 29.11-04.12 2022 r.

Prawa autorskie zastrzeżone! Właścicielami praw są fotograf:
Adrian Stykowski / Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START
Zdjęcia do użytku niekomercyjnego.

Zezwala się na publikowanie np. w mediach społecznościowych, na kontach prywatnych lub jako informację mediową (prasową) dotyczącą wydarzenia lub bezpośrednio promocji sportu osób z niepełnosprawnościami pod warunkiem podpisu / oznaczania:
Adrian Stykowski / Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START

GALERIA 02.12 (Mistrzynie Europy i brązowi medaliści)

GALERIA 01.12

GALERIA 30.11

GALERIA 29.11


#WSZYSCYNASTART

Puchar Świata – Szabla Kilińskiego

Szermierka na wózkach 07-10 lipca

Prawa autorskie zastrzeżone! Właścicielami praw są fotograf:
Adrian Stykowski i Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START.
Zdjęcia do użytku niekomercyjnego.

Zezwala się na publikowanie np. w mediach społecznościowych, na kontach prywatnych lub jako informację mediową dotyczącą tego turnieju pod warunkiem podpisu / oznaczania:
fot. Adrian Stykowski / Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START

Organizatorem zawodów jest IKS AWF Warszawa.

Dzień drugi: