Paralekkoatletyczne MŚ w Dubaju: Złota Basia

W sporcie paraolimpijskim jest od ponad 20 lat. Biega od zawsze. Jako dziecko goniłam rodzeństwo na rowerze. Na zawodach goniła własne wyniki i biła rekordy. Trzykrotna mistrzyni paraolimpijska, która na Paralekkoatletycznych Mistrzostwach Świata w Dubaju jako pierwsze reprezentantka Polski stanęła na pierwszym stopniu podium. Barbara Bieganowska. Złota Basia. Rozmawiała z nią Paulina Malinowska-Kowalczyk, rzeczniczka Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

Złoto na igrzyskach w Sydney, złoto w Londynie, złoto w Rio, mówi się o tobie “Złota Basia”.  Przyznajesz się do tego zaszczytnego tytułu?

Tak, przyznaję się!

Biegasz od ponad 20 lat! Patrząc na ten ostatni bieg tutaj w Dubaju na mistrzostwach, to można powiedzieć, że jest Basia, potem długo, długo nic i dopiero reszta świata. Jak to jest możliwe, że przez tak długi czas utrzymujesz formę?

Dzięki ciężkiej pracy, jaką codziennie wykonuję. Dziękuję mojemu wieloletniemu trenerowi Mariuszowi Żabińskiemu, który ustawia treningi. Bardzo mu dziękuję. To nie jest bieganie na “chybił, trafił”, bo biegam krótkie i długie odcinki na treningach, które później trzeba “posklejać”, by wyszedł dobry wynik.

Pamiętasz pierwszy start? 

Miałam wtedy niespełna 10 lat i biegłam ze startu wspólnego na 3 km w Grodkowie. Wygrałam i bardzo mi się to spodobało. Później wystartowałam w wojewódzko-szkolnych mistrzostwach Polski i z tego biegu mnie zapamiętano, ponieważ pobiegłam z dziewczynami o rok starszymi na dystansie dwóch kilometrów i wygrałam. Okazało się, że pomyliłam biegi.  Po dziesięciu minutach miałam następny, w mojej kategorii wiekowej i też triumfowałam!

Basia terminator! 

Dokładnie (śmiech). Z tego zasłynęłam w województwie i w powiecie.

Co w głowie tej małej dziewczynki wtedy, było? Jakie myśli się zrodziły? Kiedy jest się dzieckiem, mamy różne marzenia. A splot okoliczności jaki ciebie spotkał jest wyjątkowy.

Jako dziecko wszędzie było mnie pełno, ale nie miałam zwariowanych pomysłów. Nas było sześcioro rodzeństwa w domu. Pamiętam nasze wspólne wypady nad jezioro. Wszyscy wsiadali na rowery i jechali.  Tylko ja nie miałam roweru! Śmiali się, że muszę sobie pobiec za nimi. Więc biegłam.

Jako małe dziecko miałaś bardzo mocny trening fizyczny zorganizowany przez rodzeństwo.

Drugi brat jeździł na motorze i nigdy nie chciał mnie zabrać. Musiałam go dogonić i wtedy mnie brał. Zabawne, ale tak zaczęła się moja przygoda ze sportem.

A ten pierwszy moment, gdy uwierzyłaś, że twój udział w igrzyskach paraolimpijskich jest realny? Pamiętasz, kiedy miał miejsce?

Tak. Wówczas startowałam na mistrzostwach Polski przed Sydney (2000 rok przyp.red.) i zdobyłam na nich kwalifikację. Ucieszyłam się bardzo, że polecę tak daleko, że wezmę udział w tak ważnym starcie w życiu. Odbiór strojów na igrzyska zapadł mi w pamięci. To że wyjadę i będę mogła z dumą reprezentować naszą Ojczyznę.

Rok 2000, to był czas, kiedy wyjazd do Australii był kosmosem. Ty w Sydney zdobyłaś złoto na 800 m.

Tak, zrobiłam rewelacyjny czas (2:08.40 – przyp.red.), którego do dziś nikt nie pobił.

Pamiętasz moment hymnu?

Oczywiście. Na stadionie był tłum ludzi. Jak sobie to teraz przypomnę, to mam ciarki. Przepiękne przeżycie. Nie wiem, czy się nie popłakałam. Chyba uroniłam łezkę. Na pewno płakałam w Londynie (igrzyska w 2012 roku, złoto na 1500m – przyp. red.). Cieszę się, że mogłam wystartować w igrzyskach jako młoda dziewczyna wchodząca w życie. Mogłam poukładać swoje życie. Spełniam marzenie i mam swoje cele. Potem moim celem był Londyn, później Rio, a teraz Tokio.

Jesteś w sporcie bardzo długo, to zapytam cię, co ci on ofiarował?

Lepszą przyszłość. Cieszę się, że podjęto decyzję, że osoby niepełnosprawne dostają emeryturę sportową. Nie muszę się martwić, że muszę iść do pracy i pracować, żeby tę emeryturę mieć. Nie wyobrażam sobie pogodzenia sportu z pracą. Owszem gdybym musiała, to bym pogodziła, ale wyniki sportowe nie byłyby takie jak teraz.

Skoro sport tyle ci dał, to co ci zabrał? 

Zabrał mi trochę swobody, wyjścia ze znajomymi. Nie mogłam sobie pozwolić na imprezy, gdy miałam starty i treningi. Jednak nie ubolewam nad tym.

Czyli jest O.K?

Tak.

Startujesz w grupie T20. To jest kategoria niepełnosprawności, którą bardzo trudną wytłumaczyć. Mówi się o niej “niepełnosprawność intelektualna”. Ale przecież ja rozmawiam z inteligentną, fajną dziewczyną. Nie czuję niepełnosprawności. Jak tę grupę określić z twojej perspektywy?

Z mojego punktu widzenia wytłumaczę to tak. Kiedyś osobom z niepełnosprawnością intelektualną bardzo trudno było przebić się w społeczeństwie i żyć jak normalne osoby. Ja miałam bardzo ciężko z nauką. Nie potrafię zapamiętać wielu rzeczy, nie potrafię się skupić. Jest mi bardzo ciężko cokolwiek zrobić, nawet takie proste czynności.  Tak zwane osoby mniej inteligentne potrafią się „wyuczyć”, a my mamy z tym problem. Ta niepełnosprawność może jest niewidoczna, ale jak miałabym zrobić jakieś zadanie, to pojawiłby się problem.

Przeszkadza ci to w dorosłym życiu? Bo w szkole to mogła być katastrofa lub pasmo katastrof. Łatwo kogoś wtedy skrzywdzić, bo jego niewiedza, nie wynika z braku chęci do nauki, tylko z braku możliwości. Teraz odczuwasz jakieś niedogodności z tym związane?

 Oczywiście. Najbardziej w takich czynnościach jak uzupełnianie druków, papierów, nie zawsze rozumiem wszystkie sformułowania zdań. Potrzebuję kogoś, żeby wytłumaczył mi znaczenie niektórych słów.

Talent masz w nogach – nie można mieć wszystkiego. W Dubaju zdobyłaś złoto na 1500 m, przed Tobą start na 400 m.

 Wolałabym pobiec 800 m, bo wolę biegi długodystansowe, 800, 1500, 3000 m niż ten sprint. Trening pod 1500 m gryzie się z treningiem na 400 m. A ja tzw. „szybkościówek” w ogóle nie robię. Zobaczymy, przebiegnę, może wejdę do finału. Wszystko się okaże podczas biegu.

Dopóki nogi na bieżni, dopóty nie znamy wyniku.

 A ja mówię, zawsze jest się pewnym, gdy się przekroczy linię mety.

 

Fot. Bartłomiej Zborowski / Polski Komitet Paraolimpijski

 

Powiększ
Kontrast