Paranarciarstwo alpejskie. Srebrny medal w slalomie Michała Gołasia i Kacpra Walasa! „Narodziny gwiazdy” 

Do brązowego medalu, wywalczonego w piątek w slalomie gigancie, w niedzielę – ostatniego dnia XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich Mediolanie-Cortinie – Michał Gołaś z przewodnikiem Kacprem Walasem dołożyli srebrny medal w slalomie! To pierwsze srebro polskich alpejczyków w historii występów na igrzyskach. 

– Tuż za metą byłem wkurzony, że nie mamy złota. Ambitny sportowiec zawsze celuje w najwyższe cele. Teraz już, ze srebrnym medalem na piersi, czuję jednocześnie i dumę, i wzruszenie – przyznał Michał Gołaś 

– Rozumiem wkurzenie Michała, on ten złoty medal miał zaledwie o włos! Zabrakło 0,27 sekundy! Ale pokazał, że jest w absolutnym światowym czubie! Mamy srebro i to jest piękny dzień dla polskiego sportu – mówił trener kadry paraalpejczyków, Michał Kłusak. 

Złoto rzeczywiście było o włos. Gołaś i Walas, startujący w grupie zawodników z niepełnosprawnością wzroku, prowadzili po pierwszym, porannym przejeździe. Przed startem w drugim postanowili sobie wmówić, że nie są liderami, ale… zajmują czwarte miejsce. Żeby pojechać tak, jakby desperacko musieli walczyli o podium. 

Walka o przetrwanie 

Niestety, w jeszcze trudniejszych warunkach niż rano, bo doszła gęsta mgła, w drugim przejeździe lepszy czas uzyskał idol Włochów, Giacomo Bertagnolli, który jechał „u siebie” – pochodzi bowiem z miejscowości w pobliskiej dolinie Val di Fiemme. Słynną trasę Tofana, na której odbywały się zawody, ma objeżdżoną najlepiej ze wszystkich. I był to dla niego już szósty złoty medal igrzyskach paralimpijskich. 

– Nie udało się wyrzucić z głowy tego liderowania. Widzieliśmy, że Giacomo uzyskał fantastyczny czas. A nam trasę przesłoniła lekko chmura. Chcieliśmy wypaść lepiej, ale warunki były, jakie były – mówił Kacper Walas 

– O ile w pierwszym przejeździe lało, ale jeszcze było cokolwiek widać, o tyle w drugim w tej mgle praktycznie nie widziałem ani Kacpra, ani tyczek. Choć chciałem cisnąć najbardziej jak się da, to była walka o przetrwanie – opowiadał Michał Gołaś. 

Warunki ostatniego dnia igrzyska rzeczywiście były ekstremalne. Przez noc spadło pół metra śniegu. Organizatorzy do ostatniej chwili przygotowywali trasę. Podczas pierwszego przejazdu cały czas sypał śnieg z deszczem. 

– Osadzał się na goglach, przez co bardzo słabo widziałem trasę. Do tego jeszcze nierówności pod nartami, bo wciąż jest spore zasolenie. Narta nie do końca chciała się słuchać – mówił Michał Gołaś. 

– Jak jest takie zasolenie, to narta jest niepewna. Nie jest tak, jak na świeżym śniegu, że jedziesz, jak chcesz, jak po sznurku. Byłem przestraszony przez cały przejazd, więc tym bardziej jestem szczęśliwy, że tak dobrze nam poszło – tłumaczył Kacper Walas. 

Historyczny sukces 

Obaj na mecie mieli nastroje, jakby nie zdobyli żadnego medalu, tymczasem srebro w slalomie, dołożone do brązu w slalomie gigancie, to spektakularny sukces. Żaden z Polaków nigdy nie zdobył na igrzyskach srebra w paranarciarswie alpejskim! Ostatni medal dla Polski na zimowych igrzyskach w ogóle zdobył w 2018 roku w Pjongczangu Igor Sikorski – brąz w slalomie gigancie na monoski. A ostatni medal w slalomie – także brązowy – Elżbieta Dadok na igrzyskach paralimpijskich w Innsbrucku w… 1988 roku. 

– Fajnie, że weszliśmy do historii. Pewnie, że to dodatkowa duma. Nie mieliśmy pojęcia wcześniej, że jest taka możliwość – śmiał się Kacper Walas. 

– Ja dalej nie dowierzam, że oni to zrobili! – mówił wyraźnie wzruszony trener podwójnych medalistów paralimpijskich, Michał Kłusak. – Jak zobaczyłem ich pierwszy przejazd, to już miałem łzy w oczach. Bo widziałem, że jadą dokładnie tak, jak ćwiczyliśmy, jak się przygotowywaliśmy, jak ja chciałem, jak oni chcieli, jak wszyscy oczekiwali! Ostatecznie do złota zabrakło 0,27 sekundy, ale nie smucimy się, bo mamy medal, który w tych warunkach było piekielnie trudno zdobyć. Bertagnolli, który wygrał z Michałem, to wielki zawodnik, bardzo doświadczony. Ale Michał z Kacprem łapią to doświadczenie i będą niedługo tam, gdzie on. 

Medale jak złote 

Radości nie krył Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego. 

– Michał Gołaś jest Kacprem Tomasiakiem igrzysk paralimpijskich! Tak jak nasz skoczek narciarski na igrzyskach olimpijskich, to nasza gwiazda, która nam się tu, w Mediolanie i Cortinie, narodziła – cieszył się. – Te dwa medale, które wywalczyli tu Michał z Kacprem, są dla mnie jak dwa złote medale. Bo czekaliśmy na choćby jeden aż osiem lat. To są narodziny gwiazdy czy też gwiazdorskiego duetu i jestem przekonany, że mają potencjał, żeby zdobyć jeszcze wiele medali. Na pocieszenie, że nie było dziś złota, pomyślmy, jak to srebro zmotywuje chłopaków do walki o złoto za cztery lata na igrzyskach w Alpach Francuskich! 

Prezes Szeliga chwalił też Michała z Kacprem za dojrzałość. Że mimo debiutu na igrzyskach i tak młodego wieku, potrafili się skoncentrować na startach w swoich koronnych konkurencjach, wytrzymać presję i dowieźć oczekiwania wszystkich. Byli bowiem wymieniani przed wyjazdem jako kandydaci do medalu. 

– Myślę, że pod tym względem mogą być wzorem dla wielu sportowców, nie tylko narciarzy alpejskich i nie tylko z niepełnosprawnością. Udźwignęli presję oczekiwań jak doświadczeni wyjadacze. Pojechali swoje. Wyprzedzili trzykrotnego złotego medalistę paralimpijskiego tych igrzysk, Johannesa Aignera! A złoto przegrali o 0,27 sekundy. Brawo! – dodał Łukasz Szeliga. 

Brąz, srebro, a za cztery lata… 

Prezes Szeliga bardzo chwalił też sztab kadry paraalpejczyków za przygotowanie do startu na najważniejszej imprezie sportowej. 

– Wielkie gratulacje dla trenera Michała Kłusaka i jego ludzi. Gwarantują wspaniały rozwój polskiego paranarciarstwa alpejskiego, co mnie cieszy podwójnie jako byłego alpejczyka – stwierdził. 

Kulisy udanych przygotowań zdradziła asystentka trenera kadry, Magdalena Kłusak. 

– Chłopaki mieli tę trasę dobrze wyjeżdżoną, bo trenując przed igrzyskami wyszukiwaliśmy trasy o bardzo podobnym profilu. Jeździliśmy też w podobnych warunkach, gdy jest posolone, twardo i nierówno, co nie jest wcale takie łatwe do ogarnięcia przy zmieniających się warunkach pogodowych – komentowała. 

Brąz, potem srebro – czy idący tym trendem polscy kibice powinni mieć nadzieję na złoto za cztery lata na XV Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich w Alpach Francuskich? 

– Możemy tylko obiecać, że będziemy jeszcze silniej pracować i trenować, żeby powalczyć tam o najwyższe miejsce na podium. Myślę, że te medale w Mediolanie i Cortinie dodadzą nam pewności siebie we wszystkich kolejnych startach. Pewnie zaczniemy też więcej czasu poświęcać treningom konkurencji szybkościowych, bo od dziecka specjalizujemy się w technicznych – podsumował Michał Gołaś. 

Michał Pol, Cortina d’Ampezzo, fot. Bartłomiej Zborowski/Polski Komitet Paralimpijski 

Podobne wpisy