Rita Malinkiewicz zdobyła złoty medal w wyścigu ze startu wspólnego w klasie T2 podczas Mistrzostw Świata w Parakolarstwie Szosowym, które w dniach 4-7 września 2026 r. odbywają się w Huntsville w USA. To jej największy do tej pory sukces.
– To moje największe osiągnięcie w ogóle w życiu, a tym bardziej w parasporcie – podkreśla szczęśliwa reprezentantka Polski. – Nie byłam jeszcze mistrzynią świata w czymkolwiek, chyba że w tym, jak podniosłam się po wypadku i że w ogóle przeżyłam. To też można nazwać mistrzostwem.
Cztery miesiące śpiączki
Rita Malinkiewicz to kilkunastokrotna medalistka mistrzostw Polski w kolarstwie górskim, w tym kilkukrotna mistrzyni kraju. Reprezentowała Polskę na mistrzostwach Europy i świata. Kolarstwo trenowała od 12. roku życia przez blisko 15 lat.
1 czerwca 2020 roku w nią i jej koleżankę, Katarzynę Konwę, podczas treningu na szosie w Wilkowicach na przedmieściach Bielska-Białej, wjechała samochodem 58-letnia kobieta. Rita nie pamięta wypadku, tylko pierwsze odbicie od auta. Nie pamięta więc także reanimacji, stanu krytycznego, szeregu operacji. Wie jednak, że lekarze dawali jej 1 procent szans na przeżycie.
Obie kolarki przeżyły wypadek, jednak Rita ze śpiączki wybudziła się po czterech miesiącach. Wszystkiego musiała się uczyć od nowa. Dzięki ciężkiej pracy stanęła na nogi, a później ponownie usiadła na siodełku, choć wcześniej nie miała pojęcia, jak wygląda trycykl, czyli rower z trzema kołami. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia.
– Jak pierwszy raz wsiadłam na ten rower, a w Polsce nie ma nigdzie asfaltów idealnie prostych, chyba że to jest droga krajowa, i przejechałam kawałek, to pamiętam, że… oczywiście był rów. Z rowu wyszłam, wróciłam na nogach do domu i powiedziałam, że ja na tym czymś jeździć nie będę, bo na tym się jeździć nie da – wspominała.
Dała jednak trycyklowi drugą szansę i ponownie zapałała miłością do kolarstwa. Szybko przyszły pierwsze dobre wyniki, a rok temu zdobyła srebrny medal mistrzostw świata w belgijskim Ronse. Już wtedy trener kadry parakolarzy, Jakub Pieniążek, podkreślał, że potencjał Rity jest ogromny i nikt tak naprawdę nie wie, gdzie są jej granice.
Kraksa na mecie
W Huntsville od początku miała pilnować Szwajcarki Celine van Till, mistrzyni świata sprzed roku, a także Dunki Emmy Lund, mistrzyni paralimpijskiej z Paryża. Taki był plan Jakuba Pieniążka.
– Mogą iść ataki innych dziewczyn, ale pilnuj tych dwóch, mówił, bo ja wiem, co one potrafią – opowiada Rita. – Mam doświadczenie kolarskie, jechałam więc sobie, obserwując, co robią te dwie najmocniejsze, i odpowiednio szybko reagując. Wiedziałam, że jestem coraz silniejsza i cały czas idę do przodu, ale nie byłam świadoma, że mogę wygrać, myślałam, że będę walczyć o jakiś medal, ale nie byłam pewna, o jaki.
Na 5 kilometrów przed metą wciąż jechała w czołówce, ale na atak było jeszcze za wcześnie. Zdecydowała się przycisnąć, gdy do mety pozostawał kilometr.
– Przed metą jest bardzo lekki podjazd, a ostatnie kilkaset metrów to jest zjazd, wiedziałam więc, że muszę wtedy skoczyć i skoczyłam, pewna, że za mną to samo zrobi Szwajcarka – mówi. – Ale jak już wjechałam na metę, to wiedziałam, że wygrałam, lecz dopiero Kuba powiedział mi, że za mną była duża kraksa, a ja przed nią w dobrym momencie uciekłam.
Rzeczywiście, jadące tuż za naszą reprezentantką Celine van Till oraz Chinka Wu Wenxi zahaczyły o siebie kołami, przewróciły się i metę minęły dosłownie sunąc po asfalcie na plecach. Na szczęście czwarta na mecie Lund miała trochę miejsca i udało się jej ominąć leżące zawodniczki i ich rowery. Skutki wypadku były jednak tak dotkliwe, że Chinka ze Szwajcarką musiały pojechać do szpitala i ceremonię medalową przełożono na wieczór.
Klucz do spełnienia marzeń
Rita Malinkiewicz podkreśla ogromną rolę trenera Pieniążka, a także jakość nowego roweru, który odebrała ledwo dwa tygodnie temu.
– Przez ostatnie dni Kuba mnie szkolił i mówił, gdzie dokładnie muszę zrzucić przełożenie – podkreśla Rita. – Myślę, że to był klucz, bo ja nigdy w końcówce nie byłam dobra, a dzisiaj ten finisz mi wyszedł.
Nie ukrywa, że mistrzostwo to ogromny sukces, zapowiada jednak, że jest to początek pasma sukcesów.
– Ten złoty medal to dla mnie na pewno spełnienie marzeń, bo cały czas jestem świadoma tego, co sześć lat temu się w moim życiu wydarzyło – mówi nowa mistrzyni świata. – Jak lekarze dowiedzą się, co zrobiłam, to nie uwierzą, bo wiedzą, w jakim byłam stanie, że może przeżyję, a może nie. A teraz jestem dziewczyną, która walczy o najwyższe tytuły na świecie. Mój plan to utrzymać koszulkę mistrzyni świata przez kilka lat, a kluczowe są dla mnie igrzyska w 2028 roku.
Igrzyska, które – przypomnijmy – odbędą się także w USA. Amerykański sen Rity Malinkiewicz właśnie się rozpoczął.
**
Informacja prasowa Polskiego Komitetu Paralimpijskiego, fot. Paracycling Team Poland