Siedem medali mistrzostw Europy w szermierce na wózkach. Polska zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji

Trzy złote medale, jeden srebrny i trzy brązowe. To dorobek reprezentacji Polski w szermierce na wózkach na mistrzostwach Europy, które w dniach 5-10 marca 2024 roku odbywały się w Paryżu.

– Występ ogólnie bardzo udany – ocenił Michał Morys, trener główny kadry szermierki na wózkach. – Przypomnę, że oprócz tego, że mamy siedem medali, to trzy z nich są złote. To też jest niezwykle ważne.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Absolutny prymat

Adrian Castro nie dał rywalom większych szans w turnieju indywidualnym szabli kat. B. W 1/8 finału wyższość naszego zawodnika musiał uznać Niemiec Tim Widmaier (15:3), a w ćwierćfinale – reprezentant gospodarzy, Marc-André Cratère (15:4).

Dopiero w półfinale wyżej poprzeczkę zawiesił Anton Dacko z Ukrainy, jednak i ten pojedynek zakończył się zwycięstwem reprezentanta Polski (15:10). W finale Adrian zadbał o to, by także i Brytyjczyk Dimitri Coutya nie mógł rozważać zwycięstwa. Skończyło się wynikiem 15:7 i w ten sposób Polak obronił tytuł zdobyty w 2022, a wcześniej także 2018 roku. Zdaniem trenera Morysa, można powiedzieć, że Adrian Castro zdobył to złoto w cuglach.

– Bez większego problemu – podkreślił trener. – To też był znak zapytania, nie ukrywam. Koniec listopada: wypadek, operacja i powrót, ale Adrian powrócił w naprawdę wielkim stylu. W żadnej walce nie było sytuacji, by ktoś mu rzeczywiście zagrażał. Pokazał, że w Europie ma absolutny prymat. Zresztą ma prymat także na świecie.

Być może pauza zdrowotna wcale nie podziałała na zawodnika negatywnie.

– Po takiej dłuższej przerwie radość z tego wszystkiego i chęć rywalizacji, trenowania wzrosły. Myślę, że to też miało wpływ na to, że tak dobrze mi się walczyło – zaznaczał Adrian Castro po wywalczeniu medalu. – Na igrzyskach muszę być w jeszcze lepszej dyspozycji. Czuję, że jest jeszcze zapas. Walczyło mi się jednak świetnie i jeśli taki dzień trafi się na igrzyskach, to nie będę miał nic przeciwko temu.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Kapitalny wyczyn

Złoto w szabli, w kat. A, zdobyła również Kinga Dróżdż. Także i ona wygrała cztery turniejowe pojedynki bez żadnych wątpliwości, broniąc w ten sposób tytułu mistrzyni Europy. Był to drugi złoty medal Kingi na tej imprezie, po tym wywalczonym z drużyną szpadzistek dzień wcześniej.

– To niesamowite uczucie, jestem bardzo zadowolona – cieszyła się reprezentantka Polski. – Daje mi to pewność siebie, bo potwierdziłam, że jestem najlepsza w Europie, czuję się doskonale, czuję, że mam szybkość. To dobry prognostyk dla mnie i potwierdzenie, że praca, którą wkładam w szermierkę, procentuje.

To jednak nie te dwa złote medale zrobiły w jej przypadku największe wrażenie na otoczeniu. Trener Morys przypomina dokonanie Kingi z półfinału turnieju drużynowego szablistek.

– 18 do 3! – trener nie mógł wyjść z podziwu.

Przyznał, że tylko raz widział coś podobnego, bardzo dawno temu na uniwersjadzie. Na co dzień takie rzeczy się jednak nie zdarzają. W końcówce półfinału z Gruzją Polki przegrywały już 27:40. Wtedy naprzeciw siebie usiadły rywalki z finału turnieju indywidualnego: Kinga i Nino Tibilaszwili. To był kolejny przykład na to, że w sporcie dopóki walka trwa, nie wolno przekreślać szans żadnej ze stron. Dość powiedzieć, że nasza zawodniczka pozwoliła koleżance z Gruzji zdobyć tylko trzy punkty. Sama zdobyła ich natomiast aż 18, co dało zwycięstwo Polkom.

– Tu mówimy o dwóch zawodniczkach z absolutnej czołówki światowej, mistrzyni i wicemistrzyni Europy! – podkreślił trener Morys. – Kapitalny wyczyn.

Finał z Ukrainkami również był bardzo emocjonujący, jednak to rywalki wygrały ostatecznie jednym trafieniem. Nasze szablistki w składzie: Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Jadwiga Pacek i Karolina Strawińska zdobyły w ten sposób srebrny medal.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Walczyła koncertowo

Złoty w niemal tym samym składzie (z Patrycją Haręzą zamiast Jadwigi Pacek) zdobyły za to w szpadzie, potwierdzając swoją dominację. W półfinale przeciwko Ukrainkom Polki przegrywały już 38:40. Wtedy do walki przystąpiły Fidrych i Jewhenija Breus.

Pierwsze dwa punkty zdobyła Polka. To oznaczało remis 40:40. Następne dwa padły z kolei łupem Ukrainki. Rywalki znów odskoczyły, wkrótce wygrywały nawet 44:42. Każde trafienie Breus oznaczało w tym momencie porażkę Polek.

A jednak to Fidrych zdobywała punkt po punkcie i doprowadziła do remisu 44:44. Do końca pozostało 15 sekund, ale ostatnie starcie trwało jakby wieczność. Nasza zawodniczka zepchnęła rywalkę do głębokiej defensywy i dosłownie dwie sekundy przed końcem zadała zwycięskie trafienie! Wynik 45:44 oznaczał, że to Polska miała walczyć o złoto.

– Nie patrzyłam na wynik – mówiła o emocjonującej końcówce Marta Fidrych. – Starałam się po prostu zadać trafienie i samej go nie otrzymać. To był mój cel, a wynik był jakby obok. Po co się dodatkowo stresować?

Finał z Francuzkami był mniej emocjonujący. Polki prowadziły przez całe spotkanie, które wygrały 45:37, zdobywając złoty medal.

– Trzeba pamiętać, że nasze szpadzistki są numerem jeden na liście światowej, to jest bardzo istotne – zaznaczył trener Michał Morys. – Bardzo ładnie powalczyły wszystkie zawodniczki. Znakomite walki toczyła Marta, która chciała się jakby odegrać za poprzedni dzień, kiedy zdobyła brąz. Walczyła naprawdę koncertowo.

fot. Michał Dul

Odważnie, dzielnie, bez lęku

Wspomniana Marta Fidrych faktycznie zdobyła wcześniej brązowy medal w szpadzie kat. A. W półfinale przegrała 10:15 z Jewheniją Breus z Ukrainy, tą samą, którą pokonała w końcówce półfinału turnieju drużynowego.

– To nie jest zawodniczka, z którą Marta musiała przegrać – zaznaczył trener kadry. – Uważam, że to było do zrobienia, ale dwie, trzy akcje taktycznie nie wyszły, a potem jakaś taka niemoc… Trudno powiedzieć, bo później w turnieju drużynowym Marta się odegrała. W danej chwili po prostu Ukrainka była lepsza i wygrała, ale nie przywiązywałbym się do myśli, że jest lepsza.

Prawdziwym odkryciem tych mistrzostw Europy okazała się jednak koleżanka Marty Fidrych z drużyny.

– Sporą niespodziankę sprawiła, w sumie dwa lata uprawiająca szermierkę, Karolina Strawińska, która w dwóch turniejach indywidualnych zdobyła brązowe medale, w szpadzie i w szabli kat. B – podkreślił Michał Morys. – Między innymi dzięki temu awansowała do drużyn i z nimi zdobyła srebro i złoto. Wyjątkowo udany występ. W czterech startach cztery medale. To się nie zdarza codziennie.

Zdaniem trenera kadry zawodniczka musi jeszcze dużo pracować, ale potencjał ma ogromny. Okazała się też bardzo mocna mentalnie.

– Odważnie, dzielnie, bez lęku, bez kompleksów – podsumował jej występy.

Także sama zawodniczka uważa, że jej dyspozycja idzie w górę.

– Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, że robiliśmy z trenerami wszystko, żeby jak najlepiej wypaść na tej imprezie. Czułam, że forma idzie w górę – podkreśliła poczwórna medalistka paryskich mistrzostw Europy. – Coraz więcej potrafię, coraz więcej rozumiem w szermierce. Potrzebuję tylko bardziej „owalczyć się”, żeby wygrywać z najlepszymi.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Trzecie miejsce w klasyfikacji

Z trzema złotymi krążkami, jednym srebrnym i trzema brązowymi Polska zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej mistrzostw Europy w Paryżu.

– To było to, co można było, z optymizmem, wyliczyć i czego można się było spodziewać – podsumował występ kadry trener Michał Morys.

Pierwsze miejsce w klasyfikacji wywalczyła Ukraina (7 złotych medali, 3 srebrne i 8 brązowych), a drugie Wielka Brytania (5 złotych krążków, 2 srebra i brąz).

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

zawsze i wszędzie #KibicujemyParaolimpijczykom

Złoto, srebro, brąz. Polska ma już siedem medali mistrzostw Europy w szermierce na wózkach!

Złoto Kingi Dróżdż, brąz Karoliny Strawińskiej oraz srebro tych zawodniczek, zdobyte wspólnie z Martą Fidrych i Jadwigą Pacek. To wyniki trzeciego i czwartego dnia mistrzostw Europy w szermierce na wózkach, które do 10 marca 2024 r. trwają w Paryżu.

15 do: 4, 3, 6 i 7. Tak wyglądała czwartkowa droga Kingi Dróżdż do obrony tytułu mistrzyni Europy w szabli kat. A. Wszystkie cztery pojedynki nie były jednak tak proste, jak mogłyby sugerować wyniki.

Wspólne treningi z koleżanką z kadry, Martą Fidrych (przeciwniczką z 1/8 finału), a także z Gruzinkami Gwancą Zadiszwili (z którą Kinga spotkała się w ćwierćfinale) i Nino Tibilaszwili (rywalką z finału) skutkują wzajemną znajomością atutów i słabości.

– Wiedziałam, że nie mogę dać się zaskoczyć, bo Nina, z którą walczyłam w finale, jest bardzo szybką zawodniczką, więc trzeba było nad tym zapanować i „walczyć swoje” – podkreśla Kinga. – Założyliśmy więc z trenerem, że bazujemy na defensywie i późniejszym ataku, żeby nie atakować w pierwsze tempo.

Po wywalczonym w środę mistrzostwie Europy z drużyną w szpadzie to drugi złoty medal Kingi Dróżdż na tych zawodach. Sukces indywidualny smakuje szczególnie.

– Miałam dzisiaj dosyć nietypowe pojedynki, bo pierwszy stoczyłam ze swoją koleżanką z teamu, a takie walki nie należą do łatwych – mówi nasza reprezentantka. – Dwa pojedynki miałam z Gruzinkami, z którymi bardzo dużo trenuję, przyjaźnimy się, są dla mnie trochę jak siostry, więc to też mentalnie nie były łatwe walki. Natomiast w pojedynku z Ukrainką wiedziałam, że muszę zrobić swoją robotę, narzucić swoje tempo i swoje warunki. Takim sposobem obroniłam mistrzostwo Europy.

– To niesamowite uczucie, jestem bardzo zadowolona – cieszy się reprezentantka Polski. – Daje mi to pewność siebie, bo potwierdziłam, że jestem najlepsza w Europie, czuję się doskonale, czuję, że mam szybkość. To dobry prognostyk dla mnie i potwierdzenie, że praca, którą wkładam w szermierkę, procentuje.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Forma idzie w górę

Procentuje też praca, którą od dosłownie paru lat wykonuje Karolina Strawińska. Mistrzyni Europy w rzucie dyskiem z 2021 roku, za namową mistrza paralimpijskiego z Londynu, Grzegorza Pluty, zmieniła dyscyplinę na szermierkę na wózkach i nie żałuje. Pierwszego dnia odbywających się w Paryżu zawodów zdobyła brąz w szpadzie, drugiego dnia wywalczyła złoto z drużyną szpadzistek, a trzeciego – kolejny brązowy medal, tym razem w szabli.

– Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, że robiliśmy z trenerami wszystko, żeby jak najlepiej wypaść na tej imprezie. Czułam, że forma idzie w górę – podkreśla medalistka, występująca w kat. B. – Coraz więcej potrafię, coraz więcej rozumiem w szermierce. Potrzebuję tylko bardziej „owalczyć się”, żeby wygrywać z najlepszymi.

Po walkach grupowych w 1/8 finału wpadła na rodaczkę, Jadwigę Pacek. Pokonała ją 15:12.

– W takich pojedynkach największe znaczenie ma to, kto zaryzykuje, bo tak naprawdę wszystko o sobie wiemy – opowiada Karolina. – Zaryzykowałam i udało się wygrać.

W ćwierćfinale czekała Węgierka Boglarka Mezö, z którą Polka do tej pory przegrywała. Nie było to łatwe spotkanie, jednak tym razem to nasza zawodniczka była górą, zwyciężając 15:8. O wejście do finału musiała stoczyć walkę z Gruzinką Irmą Checuriani.

– Do przerwy wynik był wyrównany, po przerwie było chyba 9:8 dla Irmy, ale potem ona zmieniła sposób walki i już nie umiałam na to odpowiedzieć – opowiada Karolina. – Nie wiedziałam, co mogę dalej zrobić. Zaczęła mi moje natarcia odbijać od dołu. To jest doświadczona zawodniczka, ja jeszcze nie mam takiego „owalczenia”, to jest tak naprawdę mój drugi rok startów.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Piorunujący finisz

W sobotę Karolina Strawińska kończy 27 lat. Co więc mogło być najlepszym prezentem, poza trzema medalami? Czwarty krążek! W piątek drużyna szablistek w składzie: Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Jadwiga Pacek i Strawińska zdobyła srebrny medal, a mistrzostwo Europy było dosłownie na wyciągnięcie klingi.

Zaczęło się od zwycięstwa z Francuzkami 45:35, natomiast niezwykle emocjonujący okazał się półfinał z Gruzją. Wiele wskazywało na to, że to rywalki powalczą o złoto. W końcówce Polki przegrywały już 27:40. Wtedy naprzeciw siebie usiadły rywalki z finału turnieju indywidualnego: Dróżdż i Tibilaszwili.

To był kolejny przykład na to, że w sporcie dopóki walka trwa, nie wolno przekreślać szans żadnej ze stron. Dość powiedzieć, że nasza zawodniczka pozwoliła koleżance z Gruzji zdobyć tylko trzy punkty. Sama zdobyła ich natomiast aż 18, co dało zwycięstwo Polkom!

– Sama byłam w szoku, że udało mi się to zrobić – śmieje się Kinga Dróżdż. – Strata była dosyć duża i szczerze mówiąc nie wierzyłam w to, że to się uda, ale walka się tak ułożyła, że to ja zdominowałam Gruzinkę, która była zupełnie bezradna. No i wygrałyśmy ten mecz.

Nasza zawodniczka podkreśla, że turniej drużynowy rządzi się swoimi prawami. Sprawdza się w nim zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Każdy stara się dołożyć od siebie jak najwięcej.

– Po prostu wiedziałam, że muszę zadawać każde kolejne trafienie – opowiada Kinga. – Rozbiłam ją trochę. Było widać, że już nie wie, co robić, bo wszystko, co robiła, nie wychodziło. Takim sposobem zdobyłam 18 punktów…

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Decydowało ostatnie starcie

Równie emocjonujący był finał przeciwko Ukrainie. Niemal po każdym pojedynku zwycięstwo przechodziło z rąk do rąk. Do ostatniej walki, przy wyniku 40:38 dla rywalek, przystąpiła Kinga Dróżdż. Naprzeciwko siebie miała Jewheniję Breus, którą dzień wcześniej pokonała w półfinale turnieju indywidualnego.

Polka doprowadziła do remisu 40:40 i w końcówce spotkanie było bardzo wyrównane. Zrobiło się 44:44 i o zwycięstwie jednej z drużyn miało zadecydować ostatnie starcie. Tym razem to jednak Ukrainka była w końcówce minimalnie bardziej skuteczna.

– Niestety, ostatnie trafienie zadała Ukrainka. Chciałam zaryzykować, byłam pewna swojej akcji, ale… taki jest sport. Nie wyszło tym razem – mówi nasza zawodniczka. – Szkoda oczywiście, zwłaszcza że spoczywała na mnie odpowiedzialność za skończenie tego meczu. Nie zawsze się wygrywa. Mamy jakąś nauczkę na przyszłość. Ale generalnie uważam zawody za bardzo udane. Przyznam szczerze, że nie spodziewałyśmy się takiego wyniku. Byłyśmy dzisiaj w bardzo dobrej dyspozycji. Zresztą od początku ten turniej nas niesie dobrą atmosferą i wzajemnym napędzaniem się. Jesteśmy bardzo zadowolone. Wracam z trzema medalami. To jest super osiągnięcie!

fot. Paweł Jaworski

Także w piątek czwarte miejsce zajęła drużyna florecistów w składzie: Patryk Banach, Adrian Castro, Michał Nalewajek, Dariusz Pender.

Po czterech dniach rywalizacji Polska ma już siedem medali – trzy złote (Kinga Dróżdż w  szabli kat. A, Adrian Castro w szabli kat. B oraz drużyna szpadzistek), srebrny (drużyna szablistek) i trzy brązowe (Karolina Strawińska w szpadzie i szabli kat. B oraz Marta Fidrych w szpadzie kat. A).

zawsze i wszędzie #KibicujemyParalimpijczykom

Codziennie złoty medal! Świetny początek Polaków na mistrzostwach Europy w szermierce na wózkach

Złoto i dwa brązowe medale we wtorek oraz złoto w środę. To dotychczasowe wyniki reprezentantów Polski podczas mistrzostw Europy w szermierce na wózkach, które w dniach 5-10 marca 2024 r. odbywają się w Paryżu.

Szybkie prowadzenie 7:1, potem 8:2. Adrian Castro od początku finałowego pojedynku w szabli kat. B zadbał o to, by Brytyjczyk Dimitri Coutya nie mógł rozważać zwycięstwa.

– Wtedy to w głowie przeciwnika gotuje się, myśli, co tu zmienić, żeby ten wynik odwrócić, a ja mam ten komfort, że zmieniać nic nie musiałem, tylko chciałem skończyć ten pojedynek jak najszybciej – podkreśla reprezentant Polski.

Wprawdzie rywal zmniejszył stratę do 9:6, jednak końcówka należała do naszego zawodnika. Pojedynek zakończył wynikiem 15:7 i złotym medalem dla naszego zawodnika.

– Czułem, że ta walka jest pod kontrolą, wszystko układało się tak, jak chciałem – mówi Adrian Castro.

Także wcześniejsze pojedynki poszły dość gładko. W 1/8 finału wyższość naszego zawodnika musiał uznać Niemiec Tim Widmaier (15:3), a w ćwierćfinale – reprezentant gospodarzy, Marc-André Cratère (15:4). Dopiero w półfinale wyżej poprzeczkę zawiesił Anton Dacko z Ukrainy, jednak i ten pojedynek zakończył się zwycięstwem reprezentanta Polski (15:10).

Tego wyniku można się było spodziewać. W końcu Adrian Castro to aktualny wicemistrz świata, a wcześniej dwukrotny medalista igrzysk paralimpijskich, no i w końcu obrońca tytułów mistrza Europy z 2018 i 2022 roku. Jednak pod koniec ubiegłego roku nasz zawodnik przeszedł operację i dłuższy czas nie trenował. Trudno było powiedzieć, jak to wpłynie na dyspozycję. Z drugiej strony mocno odczuwał brak możliwości uprawiania sportu.

– Po takiej dłuższej przerwie radość z tego wszystkiego i chęć rywalizacji, trenowania wzrosły. Myślę, że to też miało wpływ na to, że tak dobrze mi się walczyło – podkreśla. – Na igrzyskach muszę być w jeszcze lepszej dyspozycji. Czuję, że jest jeszcze zapas. Walczyło mi się jednak świetnie i jeśli taki dzień trafi się na igrzyskach, to nie będę miał nic przeciwko temu.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Dobra decyzja

Pierwszy na tych mistrzostwach Europy medal dla Polski zdobyła Karolina Strawińska. Brąz w szpadzie kat. B to jej największe do tej pory indywidualne osiągnięcie w karierze szermierczej. To ważne, że właśnie szermierczej, ponieważ wcześniej uprawiała pływanie, koszykówkę na wózkach i lekkoatletykę. Jest m.in. mistrzynią Europy z 2021 r. w rzucie dyskiem, dlatego decyzja o zmianie dyscypliny nie była łatwa, choć podyktowana była ogromną ambicją.

– Wiedziałam, że mistrzostwo Europy to najwięcej, czego mogę dokonać w tej dyscyplinie, patrząc po rankingach oraz jak wyglądają dziewczyny na mistrzostwach świata – zaznacza.

Na spróbowanie czegoś innego namówił ją Grzegorz Pluta, mistrz paralimpijski w szabli z Londynu w 2012 r., który obecnie jest trenerem szermierki, a także organizatorem zajęć. Znali się ze wspólnych treningów koszykarskich. Karolina postanowiła spróbować. Paryskie mistrzostwa Europy potwierdziły, że była to bardzo dobra decyzja.

O potwierdzenie łatwo jednak nie było. W grupie nie szło Polce najlepiej, a w 1/8 finału dopiero ostatnie trafienie zdecydowało o zwycięstwie 15:14 z Włoszką Alessią Biagini. W ćwierćfinale naszą zawodniczkę czekało starcie z reprezentacyjną koleżanką, Patrycją Haręzą. Wiadomo więc było, że w strefie medalowej na pewno będzie Polka. Wynik 12:9 oznaczał, że jest nią Karolina Strawińska.

– Ciężko się walczy z koleżanką z kadry, szczególnie z Patrycją, która jest zawodniczką bardzo „techniczną”, do tego jest drobna i bardzo zwinna – mówi zwyciężczyni pojedynku. – Znałam też jednak jej atuty, choćby to, że czwarta zasłona jest jej bardzo mocną stroną i wiedziałam, żeby się tam nie pchać, bo będzie po mnie.

Do finału zabrakło niewiele. Znów decydowało jedno trafienie. Tym razem wykonała je jednak rywalka, reprezentująca Turcję Elke Lale van Achterberg. Wygrała 10:9, co dla Polki oznaczało najniższy stopień podium.

– Ten medal jest dla mnie zwieńczeniem ciężkiej pracy, którą wykonaliśmy przez te dwa lata z moimi trenerami, jest znakiem, że idziemy w dobrą stronę i że moja niełatwa decyzja o zmianie dyscypliny była słuszna – podsumowuje Karolina.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Przystanek do igrzysk

Drugi brąz dla Polski zdobyła we wtorek Marta Fidrych w szpadzie kat. A. Traktuje go jako przystanek do igrzysk paralimpijskich w Paryżu.

– Cieszy, choć nie jest spełnieniem marzeń, bo zawsze chce się wygrywać, ale jest na pewno szczytem możliwości na dziś, ponieważ jesteśmy obecnie w fazie treningu z dużymi obciążeniami – mówi zawodniczka.

Rozpoczęła od dość łatwego zwycięstwa 15:3 z Brytyjką Susanne Seddon-Cowell, z którą nie miała jeszcze okazji rywalizować. Trochę trudniejszy był ćwierćfinał z Francuzką Brianną Vidé.

– Zwłaszcza początek był dość wyrównany, w pewnym momencie było chyba 6:6 – precyzuje nasza reprezentantka. – Ale potem złapałam rytm i „wyczułam” tę walkę. Pierwsza część była na rozpoznanie, a potem to już „odjazd”.

„Odjazd” zakończył się wynikiem 15:8 i półfinałem, w którym trzeba się było zmierzyć z dobrze znaną rywalką, Jewheniją Breus z Ukrainy. Polka przegrała 10:15.

– Znamy się doskonale i nasze walki są dosyć nieprzewidywalne, raz ona wygrywa, raz ja – tłumaczy Marta. – Tym razem ona miała „dzień konia”, a ja nie do końca swój czas. Inaczej nie mogło się to skończyć. Robiłam wszystko, co mi przyszło do głowy, ale na ten moment nie starczyło. Czuję jeszcze w mięśniach i kościach treningi, ten ostatni czas przygotowań był bardzo ciężki, więc wiedziałam, że to jest szczyt możliwości na ten dzień.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Energia drużyny

„Raz ona wygrywa, raz ja” – słowa Marty Fidrych co do joty sprawdziły się dzień później. W środowym półfinale drużynowej szpady to Ukrainki prowadziły niemal przez całe spotkanie. Polki w składzie Fidrych, Kinga Dróżdż, Patrycja Haręza, Karolina Strawińska w końcówce przegrywały 38:40.

Wtedy do walki przystąpiły Fidrych i właśnie Breus. Pierwsze dwa punkty zdobyła Polka. To oznaczało remis 40:40. Następne dwa padły z kolei łupem Ukrainki. Rywalki znów odskoczyły, wkrótce wygrywały nawet 44:42. Każde trafienie Breus oznaczało w tym momencie porażkę Polek.

A jednak to Fidrych zdobywała punkt po punkcie i doprowadziła do remisu 44:44. Do końca pozostało 15 sekund, ale ostatnie starcie trwało jakby wieczność. Nasza zawodniczka zepchnęła rywalkę do głębokiej defensywy i dosłownie dwie sekundy przed końcem zadała zwycięskie trafienie! Wynik 45:44 oznaczał, że to Polska miała walczyć o złoto.

– Nie patrzyłam na wynik – mówi o emocjonującej końcówce Marta Fidrych. – Starałam się po prostu zadać trafienie i samej go nie otrzymać. To był mój cel, a wynik był jakby obok. Po co się dodatkowo stresować?

Przyznaje, że wyciągnęła wnioski z porażki poprzedniego dnia z Jewheniją Breus.

– Walczyłam zupełnie inaczej, wiedziałam, na co mam uważać i co robić – podkreśla. – Nie mówię, że wczoraj nie wiedziałam, ale miałam czas przepracować to na spokojnie wieczorem i dzisiaj podeszłam z nowym nastawieniem, nową energią, także tą od drużyny. To robi różnicę.

fot. World Abilitysport/Didier Echelard

Spod topora po złoto

Zawodniczki bardzo chwalą pracę wykonywaną wspólnie z trenerem kadry szpadzistek Wojciechem Ryczkiem. On sam także nie może się nachwalić swoich zawodniczek. Podkreśla zwłaszcza ich postawę w zaciętym meczu z Ukrainkami.

– Ukraina to jest bardzo dobra drużyna – zaznacza trener Ryczek. – To był cięższy mecz od tego w finale. W samym finale prowadziliśmy od początku do końca. Francuzki doszły na trzy trafienia, ale można powiedzieć, że był to mecz bez historii. Odkąd prowadzę drużynę, czyli od trzech lat, nie mieliśmy z nimi za bardzo problemów. Na pewno mniej emocji niż w półfinale, gdzie uciekliśmy spod topora.

Finał przeciwko Francji znakomicie rozpoczęła Kinga Dróżdż. Wygrała swój pojedynek z Brianną Vidé 5:0. Równie dobrze zaczęła Fidrych, która w takim samym stosunku wygrała swoje pierwsze starcie. W pojedynku Clémence Delavoipière z Karoliną Strawińską wyraźnie górą była Francuzka, naszej zawodniczce udało się jednak utrzymać prowadzenie w meczu. Było 15:12.

Po kolejnym starciu Dróżdż Polki znów odskoczyły na 20:14, a po pojedynku Strawińskiej z Vidé było 25:21. Kilkupunktowy dystans utrzymywał się przez dłuższy czas. Po walce Dróżdż z Delavoipière było już 40:35 dla naszych zawodniczek. Spotkanie znów kończyła Fidrych. Zwycięstwo 5:2 z Vidé i końcowy wynik 45:37 oznaczało złoto dla Polski!

– Finał był mniej emocjonujący, ale równie ważny – zaznacza Marta Fidrych. – Wiadomo, że po takich dużych emocjach, jak w półfinale, trudno jest zmobilizować się na kolejny mecz, ale na fali zwycięstwa dałyśmy z siebie wszystko i to przyniosło złoty medal, z którego jesteśmy bardzo dumne.

Złote szpadzistki z trenerem Wojciechem Ryczkiem fot. Michał Dul
zawsze i wszędzie #KibicujemyParalimpijczykom

Pół roku przed igrzyskami szermierze na wózkach są już w Paryżu. Ruszają mistrzostwa Europy

Reprezentanci Polski w szermierce dotarli do Paryża, gdzie w dniach 5-10 marca 2024 r. wezmą udział w mistrzostwach Europy. Choć część kadry zmaga się z kłopotami zdrowotnymi, to celem jest co najmniej powtórzenie wyniku z niedawnych mistrzostw świata, czyli zdobycie sześciu medali.

– Każdy turniej jest inny, ale do każdego podchodzimy z takim samym nastawieniem – mówi Kinga Dróżdż, liderka światowego rankingu w szabli kat. A. – Nie czuję na sobie presji, bo kwalifikację na igrzyska już sobie zapewniłam. Będziemy na pewno robić to, co w naszej mocy, żeby przywieźć jak najwięcej medali.

Kinga Dróżdż

Apetyty rosną

Podobne nadzieje ma Michał Morys, trener główny kadry szermierki na wózkach. Zwłaszcza po znakomitym występie na mistrzostwach świata w październiku 2023 r., z których Polacy przywieźli sześć medali.

– Po tym bardzo udanym występie na pewno apetyty rosną i mam nadzieję, że nasi zawodnicy będą walczyć o medale przynajmniej w takiej samej liczbie – podkreśla.

We włoskim Terni, podczas mistrzostw świata, złoto wywalczyła Kinga Dróżdż w szabli (kat. A), srebro Adrian Castro w szabli (kat. B), a brązowe medale były zasługą Marty Fidrych (szpada kat. A), dwukrotnie Michała Dąbrowskiego (szabla i szpada kat. B) oraz drużyny szablistek (Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Karolina Strawińska i Jadwiga Pacek).

Trener Morys nie ukrywa, że na mistrzostwach Europy liczy na powtórkę wyniku w wykonaniu Kingi Dróżdż, a Marta Fidrych ma wszelkie dane ku temu, by zdobyć więcej niż brąz. Lekką niewiadomą jest forma Adriana Castro, który miał ponad trzymiesięczną przerwę zdrowotną po listopadowej operacji.

– Na treningach jest już naprawdę całkiem dobrze, ale jak będzie w walkach, trudno w tej chwili powiedzieć – przyznaje Michał Morys. – Aczkolwiek to jest zawodnik z wyjątkowo odporną psychiką.

trener Michał Morys fot. Adrian Stykowski

Najważniejsza walka

Bardzo poważne problemy zdrowotne dopadły innego naszego czołowego zawodnika, Michała Dąbrowskiego, który w ostatnim czasie musiał się skupić na walce z chorobą nowotworową. Każdy może mu w tym pomóc, wpłacając pieniądze na specjalnie zorganizowaną zbiórkę.

– Żal, że Michał z nami nie leci, ale cały czas ufamy, że wygra tę najważniejszą walkę o zdrowie, a potem dołączy do nas na następny wyjazd do Paryża – podkreśla trener.

Michał Dąbrowski fot. Adrian Stykowski

Pod nieobecność dwukrotnego medalisty mistrzostw świata, trener liczy na pozostałych reprezentantów, choćby Kamila Rząsę (który też całkiem niedawno miał operację) czy Patryka Banacha, trzeciego w szpadzie kat. B na ostatnich zawodach Pucharu Świata w Cardiff. Niemałe szanse są także w turniejach drużynowych.

– Szpadzistki to numer jeden na świecie, medal powinny przywieźć – precyzuje trener Morys. – Także w szabli dziewczyny powinny walczyć o podium.

Duże szanse na sukces ma także drużyna florecistów, która jest w czołówce światowej. Mocni są też szpadziści. W tej konkurencji poziom w Europie jest jednak bardzo wyrównany. Można zdobyć medal, można go też jednak nie zdobyć, mimo wspaniałych walk.

Nikt nie odpuszcza

Wyniki tej edycji mistrzostw Europy mają znaczenie w kontekście kwalifikacji na igrzyska paralimpijskie, które za niecałe pół roku także odbędą się w stolicy Francji. Kilkoro naszych zawodniczek i zawodników ma już zapewniony udział, ale dla kilkorga innych medal może okazać się przepustką do turnieju indywidualnego i drużynowego. Wagę mistrzostw dobrze znają także rywale.

– Nie wyobrażam sobie, poza kwestiami zdrowotnymi, żeby ktoś odpuścił w tej chwili mistrzostwa Europy – zaznacza Michał Morys. – Nawet jeżeli ma kwalifikację, to po pierwsze istotne jest samo zwycięstwo w turnieju, a po drugie to trochę działa tak, że jeżeli moi pobratymcy w danej konkurencji rywalizują o igrzyska, a ja wygram z tymi, którzy rywalizują z nimi, to pośrednio mogę dać większą szansę koleżance czy koledze.

W paryskich mistrzostwach Europy weźmie więc udział ponad 100 zawodniczek i zawodników. Polskę reprezentuje 15 z nich. Na stronach federacji IWAS prowadzona będzie transmisja na żywo, a także dostępne będą wyniki kolejnych pojedynków.

drużyna szablistek z trenerem Markiem Gniewkowskim fot. Augusto Bizzi/World Abilitysport
zawsze i wszędzie #KibicujemyParaflimpijczykom

Sześć medali z ośmiu szans. Za nami Mistrzostwa Świata w Szermierce na Wózkach

Sześć medali zdobyli reprezentanci Polski podczas Mistrzostw Świata w Szermierce na Wózkach, które od 3 do 8 października 2023 r. odbywały się we włoskim Terni. Przedostatniego dnia swój drugi brąz na tych zawodach zdobył Michał Dąbrowski.

Dąbrowski od początku turnieju szpadzistów kat. B szedł jak burza. Jego wyższość musieli uznać kolejno: Matuko Rada z Izraela (15:2), Łotysz Olegs Garkuls-Gurevics (15:5) i Chińczyk Hu Daoliang (15:4). Dopiero w półfinale lepszy okazał się kolejny reprezentant Chin Qin Benjun.

– To była pierwsza ciężka walka, bo we wcześniejszych nie czułem presji – przyznaje Michał Dąbrowski. – Troszeczkę źle strategicznie do niej podszedłem.

Porażka 9:15 oznaczała mecz o trzecie miejsce z Antonem Dacko z Ukrainy, który przebił się do tego pojedynku wygrywając trzy walki w repasażach.

– Są osoby, z którymi dobrze mi się walczy, i są osoby, z którymi walczy mi się troszkę gorzej – mówi Dąbrowski. – Spotykałem się już z Antonem. Nasze walki wyglądają w ten sposób, że początek meczu mam zawsze bardzo dobry, nieźle mi idzie, czuję się pewnie, a w końcówkach zawsze lepiej idzie jemu. Dlatego nigdy nie zakładam, że wygram z Antonem.

Tym razem to Polak był górą, wygrywając 15:11 i zdobywając brązowy medal. Nie jest jednak do końca zadowolony. Podkreśla, że nastawiał się na złoto. Ostatecznie zdobyte podczas tych mistrzostw świata dwa brązy (wcześniej w szabli) ocenił jako wykonanie „planu minimum”.

Michał Dąbrowski odbierający brązowy medal w szpadzie kat. b foto: Lou Percival

W rywalizacji szpadzistów startowało jeszcze trzech Polaków. Ostatecznie Patryk Banach był 15., Kamil Rząsa 19., a Grzegorz Lewonowski 25. Z kolei w turnieju szpadzistów kat. A 18. miejsce zajął Michał Nalewajek, 21. Dariusz Pender, a 23. Norbert Całka. Wśród florecistek (kat. B) Sara Rogowska zajęła 11. pozycję, a Patrycja Haręza 26.

Ostatniego dnia mistrzostw wystąpiła drużyna szpadzistów. Panowie zaczęli od zwycięstwa 45:36 z Tajlandią, by w półfinale nieznacznie 40:45 przegrać z Chińczykami. Po kolejnych dwóch wygranych, z Japonią 45:23 i Wielką Brytanią 45:44, nasi zawodnicy zajęli ostatecznie piąte miejsce.

Wysoka skuteczność

Ostatecznie reprezentacja Polski wraca z Włoch z sześcioma medalami. Złoto wywalczyła Kinga Dróżdż w szabli (kat. A), srebro Adrian Castro w szabli (kat. B), a brązowe medale to zasługa Marty Fidrych (szpada kat. A), dwukrotnie Michała Dąbrowskiego (szabla i szpada kat. B) oraz drużyny szablistek (Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Karolina Strawińska i Jadwiga Pacek).

– Mówi się, że statystycznie ok. 33 proc. szans medalowych może się ziścić – podkreśla Michał Morys, trener główny kadry szermierki na wózkach. – W tym starcie z ośmiu możliwych szans medalowych spełniło się sześć. A jeżeli odejmiemy turnieje drużynowe, to spośród sześciu osób, co do których wstępnie można było szacować, że będą na podium, pięć zdobyło medale. Dlatego ten wynik uważam za bardzo dobry. Procent skuteczności mamy wyjątkowo udany.

Kinga Dróżdż ze złotym medal MŚ w szabli kat. a oraz trener Marek Gniewkowski foto. Michał Dul

Trener wyróżnił szczególnie Kingę Dróżdż, która wygrała turniej szablistek, choć po drodze miała sporo trudnych walk, a także Adriana Castro, który także musiał mocno się postarać, by dotrzeć do finału. Pochwały zebrali także Marta Fidrych, zwłaszcza za wygranie bardzo trudnej walki o trzecie miejsce, oraz Michał Dąbrowski, który zdobył swoje pierwsze medale mistrzostw świata. Choć do igrzysk w Paryżu jeszcze niemal rok, cała ta czwórka jest już pewna kwalifikacji. Kolejnych czworo zawodników ma na to szanse.

Marta Fidrych oraz trener Wojciech Ryczek po zdobyciu brązowego medalu w szpadzie kat. a, foto Bizzi Team

– Ten wynik świadczy o tym, że wykorzystujemy nasze kadry do maksimum – mówi trener Morys. – Jednak oprócz tego, że jest sześć medali, mamy kilka bardzo ciekawych debiutów.

Wśród debiutantów trener wyróżnił Sarę Rogowską, która w szpadzie była 10., a we florecie 11., Karolinę Strawińską, brązową medalistkę w turnieju drużynowym i 11. zawodniczkę w szpadzie, a także Patryka Banacha, który awansował do 1/8 finału w szpadzie, gdzie przegrał z późniejszym wicemistrzem, Brytyjczykiem Dimitrim Coutyą.

brązowa drużyna szablistek z trenerem Markiem Gniewkowskim foto Bizzi Team

Nowi zawodnicy są na wagę złota, ponieważ w polskiej szermierce na wózkach następuje zmiana pokoleniowa. Starzy mistrzowie niemal w komplecie skończyli karierę.

– Idzie ta zmiana pokoleniowa, natomiast kłopot w tym, że bardzo trudno jest pozyskać ludzi, którzy chcieliby uprawiać sport, poświęcić czas i siły na treningi – tłumaczy trener Michał Morys.

Dlatego podczas treningów zawodnicy korzystają ze współpracy z Polskim Związkiem Szermierczym, a także ze wspólnych zgrupowań z zawodnikami z zagranicy. Trener Morys podkreśla znakomitą współpracę z trenerami poszczególnych broni: Michałem Dulem (floret), Markiem Gniewkowskim (szabla) i Wojciechem Ryczkiem (szpada), a także czwórką fizjoterapeutów.

– Ułożenie pracy w taki sposób, żeby każdy wiedział, za co odpowiada, dzięki czemu zawodnicy też mają jasną, klarowną sytuację oraz zaufanie do trenerów, to jeden z mocnych punktów naszego zespołu – podsumowuje Michał Morys.

Rafał Ziomek oraz trener Michał Dul foto: Bizzi Team

zawsze i wszędzie #KibicujemyParaolimpijczykom

Trzy razy podium. Mistrzostwa Świata w Szermierce na Wózkach

Trzy medale – to dorobek reprezentantów Polski podczas trzeciego dnia Mistrzostw Świata w Szermierce na Wózkach, które od 3 do 8 października 2023 r. odbywają się we włoskim Terni.

autor: Bizzi Team

Wicemistrzem świata w szabli kat. B został Adrian Castro. Przyznaje, że lekko nie było. Po kolei trafiał na zawodników, których wolałby uniknąć.

– To była najtrudniejsza droga z możliwych – podkreśla.

Potwierdzeniem tych słów niech będzie fakt, że spośród 31 uczestników wszyscy rywale naszego zawodnika zakończyli turniej w pierwszej siódemce.

Adrian Castro zaczynał od 1/8 finału, gdzie trafił na mocnego Chińczyka Zhanga Jie.

– Walka o „ósemkę” była chyba najtrudniejsza w całym turnieju, trudniejsza nawet niż finał – zaznacza. – Mimo że wygrywałem w pewnym momencie 14:7, to walka skończyła się dopiero wynikiem 15:14 dla mnie. Mocno się nagłowiłem, nacierpiałem się w tym meczu niemiłosiernie, ale udało się wygrać, z czego bardzo się cieszę.

autor: Bizzi Team

Castro podkreśla, że po tej walce zeszło z niego ciśnienie. Dlatego Francuz Marc-André Cratère nie stanowił potężnej przeszkody – spotkanie skończyło się wynikiem 15:8. Trudniej było z mocnym Grekiem Panagiotisem Triantafyllou, jednak rezultat 15:10 dał naszemu zawodnikowi awans do finału. Tam czekał stary znajomy, Chińczyk Feng Yanke.

– Po cichu liczyłem, że tym razem sobie poradzę z moim odwiecznym rywalem – opowiada Castro. – Zwykle z nim wygrywałem, ale przychodzą te najważniejsze imprezy i gdzieś te walki „gubię”. Tak samo było w Tokio, gdzie przegrałem z nim walkę finałową.

Niestety, także i tym razem nie udało się Polakowi zdobyć złotego medalu.

– Przespałem początek walki – tłumaczy. – Zacząłem wynikiem 2:8 w pierwszej połówce walki, później było 3:10, więc jeśli walcząc do 15 trafień zaczyna się od takich wyników, to równie dobrze można się spakować i iść do domu. Ale zdjąłem maskę, przemyślałem to wszystko, zebrałem się w sobie i udało mi się jeszcze wyciągnąć na 14:13 dla mnie. Walka nagle zaczęła mieć inne oblicze, walczyłem tak, jak powinienem był walczyć od początku, tylko znów pojawił się moment dekoncentracji albo jakiegoś rozluźnienia, walki nie zamknąłem i przegrałem 14:15.

Za niecały rok igrzyska w Paryżu. Może do trzech razy sztuka?

autor: Bizzi Team

Grek dwa razy

Brązowy medal w tej samej kategorii zdobył Michał Dąbrowski. Dwie pierwsze walki poszły gładko. Polak pokonał 15:5 Włocha Davide’a Costiego i 15:2 Amerykanina Noaha Hanssena. W 1/8 finału czekał Grek Panagiotis Triantafyllou (z którym później walczył Adrian Castro). Dąbrowski przegrał 11:15.

– Walka była do wygrania, po prostu źle zacząłem ten mecz – wyjaśnia. – Źle „czytałem”, nie walczyłem z nim ze 2,5 roku i inaczej zapamiętałem walkę z nim. No i początek meczu przespałem. Trochę pecha, trochę przypadku i jak się wszystko zsumowało, zrobiła się nerwówka i ciężko było obronić. Dopiero po przerwie przemyślałem sprawę i zaczęło wychodzić, ale jednak zabrakło czasu na odrobienie wyniku.

Porażka nie kończyła turnieju. Michał Dąbrowski miał możliwość walki o brąz poprzez repasaże. Wykorzystał ją. Pokonał kolejno dwóch Francuzów: Maxime’a Valeta (15:11) oraz Marca-André Cratère’a (15:5) i w walce o brąz… ponownie wpadł na Greka Triantafyllou. Tym razem wyglądało to zupełnie inaczej. Skończyło się wynikiem 15:9 i brązowym medalem dla Polaka.

– Pierwszą walkę przespałem, zanim się zebrałem, to troszeczkę zabrakło czasu, żeby nadrobić, a w drugiej walce w sumie już wiedziałem, jak ona ma wyglądać i poszło lepiej – podsumowuje nasz reprezentant.

autor: Bizzi Team

Z piekła do nieba

Trzeciego dnia mistrzostw świata brązowy medal zdobyła także Marta Fidrych. Zmagania w szpadzie kat. A rozpoczęła od pokonania 15:7 reprezentantki gospodarzy Rebekki D’Agostino. Następnie wyższość Polki musiała uznać Aphinya Thongdaeng z Tajlandii (15:9). W ćwierćfinale lepsza od naszej reprezentantki okazała się jednak Yu Chui Yee z Hongkongu. Pojedynek zakończył się wynikiem 13:15.

– Ta walka była bardzo wyrównana – opowiada Marta Fidrych. – Przez cały czas wymieniałyśmy się prowadzeniem, raz ja, raz ona, raz remis, i tak właściwie przez całą walkę. Wymagała dużo kombinacji na pewno, wielu różnych zmian tempa, strategii, bo ona zmieniała, więc i ja musiałam zmieniać. Tak naprawdę mało zabrakło, więc żal po tej walce był bardzo duży, ale taki jest sport.

Naszej reprezentantce udało się zmobilizować na kolejne walki, trafiła bowiem do drabinki repasażowej – dla tych, którzy odpadli z walki o mistrzostwo świata. Najpierw pokonała Brytyjkę Gemmę Collis 15:10, potem Jewheniję Breus z Ukrainy 15:8, natomiast walka o brąz z Hiszpanką Judith Rodriguez Menendez zakończyła się niewielkim zwycięstwem Polki 15:14.

– To była dosyć ciężka walka, bo też nigdy nie walczyłam z tą przeciwniczką, jakoś nie spotykałyśmy się – opowiada Marta Fidrych. – Ona ma bardzo dobre warunki fizyczne, bo jest wyższa ode mnie, ale tutaj zaważyły detale na moją korzyść, przeciwnie niż w przypadku meczu z zawodniczką z Hongkongu. Ja popełniłam mniej błędów, byłam skuteczniejsza i może bardziej pewna zwycięstwa.

autor: Bizzi Team

Droga do medalu była więc niezwykle złożona.

– Jakbym mój występ miała jednym zdaniem określić, to powiedziałabym: z piekła do nieba. Dzięki temu, że jest system repasażowy, to mogłam „od kuchni” sięgnąć po ten brązowy medal – tłumaczy nasza reprezentantka. – Ten medal to duży krok w stronę Paryża, a wiadomo, że jest to celem nadrzędnym każdego sportowca. To też na pewno duża satysfakcja z tego, co udało mi się wypracować przez ostatnie dwa lata z nowymi trenerami, Sebastianem Gierdojciem i Wojciechem Ryczkiem, ze świetną ekipą, którą udało mi się zbudować w bardzo krótkim czasie. To taka nagroda za te nasze ciężkie dwa lata pracy.

autor: Bizzi Team

Drużyny poza podium

W szpadzie kat. A startowała także Kinga Dróżdż, która we Włoszech zdobyła już mistrzostwo świata w szabli indywidualnie i brąz z drużyną. Tym razem nie przebrnęła 1/8 finału i ostatecznie została sklasyfikowana na 14. miejscu.

W szpadzie kat. B Sara Rogowska zajęła miejsce 10., Karolina Strawińska 11., Jadwiga Pacek 20., a Patrycja Haręza 23.

Prócz medalistów, w szabli kat. B startował też Adam Jabłoński, który zajął 16. miejsce. Z kolei w kat. A Michał Siatkowski był 12., a Rafał Ziomek 22.

Następnego dnia walczyły drużyny. Nasze szpadzistki w pierwszym meczu nieznacznie 41:45 przegrały z Chinkami – późniejszymi mistrzyniami. Po kolejnej porażce 42:45 z Koreą Płd. i zwycięstwie 45:29 nad Włoszkami Polki zajęły ostatecznie 7. miejsce.

Z kolei szabliści w 1/4 finału przegrali 41:45 z gospodarzami, Włochami. Pokonując następnie rywali z Tajlandii 45:34 zajęli ostatecznie 5. miejsce.

zawsze i wszędzie #KibicujemyParalimpijczykom

Mistrzostwa Europy w szermierce na wózkach [fotogaleria]

Warszawa 29.11-04.12 2022 r.

Prawa autorskie zastrzeżone! Właścicielami praw są fotograf:
Adrian Stykowski / Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START
Zdjęcia do użytku niekomercyjnego.

Zezwala się na publikowanie np. w mediach społecznościowych, na kontach prywatnych lub jako informację mediową (prasową) dotyczącą wydarzenia lub bezpośrednio promocji sportu osób z niepełnosprawnościami pod warunkiem podpisu / oznaczania:
Adrian Stykowski / Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START

GALERIA 02.12 (Mistrzynie Europy i brązowi medaliści)

GALERIA 01.12

GALERIA 30.11

GALERIA 29.11


#WSZYSCYNASTART

XXIX Mistrzostwa Polski w szermierce na wózkach

Warszawa 01-03 lipiec 2022 / AWF Warszawa

Od 1 do 3 lipca na terenie warszawskiej AWF (Pawilon Sportów Walki) walczyć ze sobą będą na florety, szable i szpady uczestnicy XXIX Mistrzostw Polski w szermierce na wózkach. Zawody już po raz 29. organizowane są przez Integracyjny Klub Sportowy AWF wespół z Polskim Związkiem Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start”. Patronat nad imprezą objął Polski Komitet Paraolimpijski. Zawodnicy będą pojedynkować się w podziale na płeć oraz kategorię niepełnosprawności.
W piątek od godziny 13:00 rozegrane zostaną konkurencje szablowe. W sobotę i niedzielę od 10:30 będą mierzyć się ze sobą kolejno floreciści i florecistki oraz szpadziści i szpadzistki. Finały każdego dnia przewidziane są na godzinę 17:00 .
Turniej odbędzie się w Pawilonie Sportów Walki AWF przy